środa, Kwiecień 1

Świątecznie z Danutą Stankiewicz

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

Szał przedświątecznych zakupów trwa. W centrach handlowych aż roi się od poszukujących dla najbliższych oryginalnych podarunków pod choinkę. W jednym z nich spotykam popularną piosenkarkę, kolorowego anioła polskiej estrady – Danutę Stankiewicz. Pomiędzy półkami z bombkami i ozdobami bożonarodzeniowymi artystka opowiada o tradycjach świątecznych panujących w jej domu, ulubionych potrawach wigilijnych i wspomnieniach z dzieciństwa.

– Boże Narodzenie. Jakie są Twoje pierwsze skojarzenia i wspomnienia związane z tymi świętami?
– Zielone żywe drzewko, jodła lub świerk, przyozdobione mnó- stwem kolorowych świecidełek, pod którym znajdujemy prezenty. Obecnie preferuję sztuczne choinki. W dzieciństwie z bratem i tatą ubieraliśmy choinkę, wcześniej robiąc wspólnie łańcuchy z kolorowego papieru. Na choince wieszaliśmy nie tylko bombki, ale i cukierki, jabłka oraz ciasteczka, które piekła mama. Mama królowała w tym czasie w kuchni, więc my, dzieciaki, staraliśmy się jej nie przeszkadzać. Pamiętam, że w całym domu unosił się wtedy zapach tych wszystkich potraw zmieszany z zapachem lasu. W ogóle Boże Narodzenie kojarzy mi się z rodzicami. Niestety, mamy już nie ma, więc i te święta straciły nieco swój urok.

– Gdybyś miała napisać piosenkę o swoich najpiękniejszych świętach?
– Nigdy nie „popełniłam” żadnego tekstu piosenki, ale myślę, że w tym przypadku byłaby to bardzo dłuuuga piosenka (śmiech). Święta namalowane wyobraźnią, emocjami i wspomnieniami dziecka. To już lepiej jak opowiem Ci o tym, a ty napiszesz piosenkę! Miałam wtedy 5, może 6 lat. Rodzice, dziadkowie, wspólne wigilijne biesiadowanie i śpiewanie kolęd, a potem szelest rozpakowywanych prezentów. Znalazłam wtedy pod choinką wymarzona lalkę z warkoczami. Byłam przeszczęśliwa! Tego wieczoru wybraliśmy się też na rodzinny spacer. Za oknem panowała sroga zima, było mnóstwo śniegu, a my z bratem opatuleni mieliśmy dodatkową frajdę, bo tata ciągnął nas na saniach udając przy tym… renifera!

– Jakie dania przygotowujesz na wigilijną wieczerzę?
– Kiedyś obowiązkami w przygotowaniu potraw świątecznych dzieliłyśmy się z mamą. Zawsze jest postna kapusta, zupa grzybowa, kluski z makiem, pierogi z kapustą i grzybami, karp smażony i w galarecie, barszczyk czerwony z uszkami oraz kompot z suszonych owoców i ciasta: makowiec, sernik. Jak widzisz, wszystko zgodnie z tradycją dań bożonarodzeniowych.

– Nie myślałaś, żeby Boże Narodzenie choć raz spędzić poza domem, gdzieś pod palmami i z dala od wielkomiejskiego zgiełku?
– O nie! Te święta mają w sobie coś niezwykłego i magicznego, i nie wyobrażam sobie celebrować je poza rodzinnym domem. Boże Narodzenie kojarzy mi się z rodziną i domem. To czas integracji z bliskimi, czas wyciszenia i powiedzenia sobie „stop” w tej pogoni za niczym. Na co dzień zabiegani i zapracowani niewiele czasu poświęcamy najbliższym, a kontakty z nimi często ograniczają się do rozmów telefonicznych. Zauważyłam, że młode pokolenie nie przywiązuje już takiego znaczenia do tradycji. I to jest smutne.

– Dziękuję za rozmowę i życzę w imieniu swoim i Czytelników „Południa” spokojnych, radosnych świąt i wielu prezentów pod choinką!

Rozmawiała: Anna Tomasik

Udostępnij

About Author