Gość z inicjatywą

Napisane przez 
Gość z inicjatywą Fot. Dominik Nowak

Z Antonim Pomianowskim, wybranym 19 września br. wiceburmistrzem Ursynowa rozmawia Andrzej Rogiński

Gratuluję wyboru na stanowisko wiceburmistrza Ursynowa. Trochę to trwało.

Serdecznie dziękuję. To prawda, chyba nikt nie spodziewał się tak długiej przerwy – wakat na tym stanowisku powstał już w styczniu, a we wtorek sesja odbyła się po pięciu miesiącach przerwy. Cieszę się jednak, że sytuacja wreszcie wróciła do normy i jednocześnie jestem zaszczycony, że Rada Dzielnicy zdecydowała się powierzyć mi tę funkcję.

Proszę o kilka słów o sobie.

Jestem warszawiakiem od wielu pokoleń, mieszkam od lat na Ursynowie. Z wykształcenia jestem socjologiem – pracę magisterską pisałem właśnie na temat samorządu warszawskiego. Jestem współzałożycielem i prezesem Inicjatywy Mieszkańców Ursynowa, jedynego całkowicie oddolnego stowarzyszenia działającego w Radzie Dzielnicy Ursynów. Dotychczas zawodowo pracowałem w organizacji międzynarodowej przy koordynacji projektów, a wcześniej – jako przedsiębiorca – organizowałem wydarzenia kulturalne i artystyczne. Pracowałem także w Parlamencie Europejskim w Brukseli. Prywatnie jestem zapalonym podróżnikiem i chętnie odwiedzam rozmaite kraje świata. W trakcie takich podróży można poznać wiele ciekawych rozwiązań, które potem można wdrożyć na Ursynowie lub przynajmniej się nimi zainspirować.

Jakie ma Pan plany na pierwsze dni urzędowania?

Przede wszystkim poświęcę ten czas na zapoznanie się ze sposobem funkcjonowania urzędu „od kuchni.” Dołączam do Zarządu Dzielnicy jako aktywista, społecznik i reprezentant lokalnego stowarzyszenia, nie jako urzędnik. Dlatego chcę jak najszybciej znaleźć sposób na realizację oczekiwań mieszkańców, który będzie wykonalny w biurokratycznej, urzędowej rzeczywistości. Mam mnóstwo pomysłów i nie dam się łatwo przekonać, że są niewykonalne.

Na przykład?

Chciałbym chociażby, aby przy Szkole Podstawowej nr 340 (i dawnym Gimnazjum nr 95) przy ul. Lokajskiego powstała sala szermiercza z prawdziwego zdarzenia. Od lat działa tam klub odnoszący wiele sukcesów na arenie polskiej i międzynarodowej, ale brakuje miejsca do ćwiczeń adekwatnego do poziomu klubu. Kolejną rzeczą, na której mi zależy, jest doświetlenie przejść dla pieszych. Za pomocą budżetu partycypacyjnego udało mi się postawić jedne z pierwszych lamp doświetlających na Ursynowie, w rejonie ul. Belgradzkiej i Lanciego. Chciałbym, aby takie lampy powstały na wszystkich większych zebrach w naszej dzielnicy nieposiadających sygnalizacji świetlnej. Kolejną kwestią jest park nad POW...

Chwileczkę, brzmi to bardzo ambitnie, ale pytanie czy znajdą się na to środki?

To jest oczywiście odwieczne pytanie, na które nie ma dobrej odpowiedzi. Jednak szczęśliwie się składa, że jeszcze jesteśmy w okresie projektowania przyszłorocznego budżetu. Liczę, że wraz z moim wejściem do Zarządu Dzielnicy uda nam się wywalczyć w Radzie Warszawy dodatkowe środki dla Ursynowa. Już w tym tygodniu planuję rozpoczęcie tej walki, bo czasu jest niewiele, najbliższa sesja budżetowa Rady Warszawy odbędzie się już w październiku.

Skąd u Pana powstał pomysł na działalność samorządową?

Ponad pół życia spędziłem na Ursynowie i uwielbiam naszą dzielnicę. To jednak nie znaczy, że wszystko na Ursynowie było perfekcyjne. Uznałem, że zamiast tylko narzekać i utyskiwać na to, że od lat na chodniku zalega wielka kałuża albo że brakuje w okolicy parku, trzeba wziąć sprawy w swoje ręce i próbować samodzielnie zmieniać otaczającą nas rzeczywistość. Na swojej drodze poznałem wielu podobnie myślących ludzi i wspólnie założyliśmy na początku 2014 roku Inicjatywę Mieszkańców Ursynowa (IMU). Postanowiliśmy spróbować swoich sił w jesiennych wyborach samorządowych tego samego roku i się udało – wprowadziliśmy do Rady Dzielnicy naszych reprezentantów. Udało się wówczas zbudować koalicję i wtedy na dobre zaangażowałem się w działalność samorządową.

W swoim wystąpieniu podkreślił Pan parokrotnie kwestię dialogu z mieszkańcami. Jednak jak to zrobić, na konsultacje przychodzi zazwyczaj kilkadziesiąt osób – najczęściej tych samych.

Mało kto ma czas wybrać się do urzędu na spotkanie konsultacyjne, szczególnie że często odbywają się np. o 17 – wtedy to spora część mieszkańców Ursynowa dopiero kończy pracę na drugim końcu miasta. Mamy dzisiaj jednak nowe technologie i za pośrednictwem Internetu można znacznie mniejszym wysiłkiem zebrać znacznie więcej opinii. To jednak też powinno być prawidłowo przygotowane, nie wystarczy podanie adresu e-mail z „prośbą o uwagi.” Jako socjolog wiem, że najlepsze efekty dają konkretne, najlepiej zamknięte pytania z ewentualnym miejscem na uwagi. Wymaga to co prawda stworzenia stosownego formularza elektronicznego, ale technicznie jest to wręcz banalne. A powoduje, że znacznie więcej osób wyraża swoją opinię, co w efekcie pozwala na bardziej miarodajne wnioski z takich konsultacji. Taka forma konsultacji powinna być podstawowa, a ewentualne spotkania powinny być ich uzupełnieniem dla osób, które nie są tak biegłe w obsłudze komputera.

Do końca kadencji zostało niewiele ponad rok. Czy w tak krótkim czasie można realnie coś zdziałać?

Wierzę, że się uda. Na pewno jest to spore wyzwanie, ale jestem na nie przygotowany. Liczę się z pracą na pełnych obrotach, ale nie będzie to dla mnie problemem. Dotychczas łączyłem działalność społeczną dla Ursynowa z pracą zawodową, a teraz zawodowo będę zajmował się Ursynowem. Wychodzi więc na to, że większość doby będę poświęcał naszej dzielnicy.

Widać, że ma Pan dużo zapału. Życzę w takim razie sukcesów i tego, aby ten zapał szybko nie zgasł.

Bez obaw, Ursynów to moja pasja, a pasją można zajmować się godzinami. Dziękuję i serdecznie zapraszam do kontaktu ze wszelkimi sprawami lokalnymi. Tak jak mówiłem podczas sesji – moje drzwi będą zawsze otwarte dla mieszkańców Ursynowa.

Dziękuję za rozmowę.

Blowjob