piątek, 18 listopad 2016 18:38

Winnych afery znamy

Napisane przez  Bogdan Żmijewski

Ofiarami reprywatyzacji są lokatorzy, ale i byli właściciele, bo Miasto stworzyło konflikt między nimi. To miasto pozbyło się lokatorów, do których dopłacało, i wrzuciło ich na plecy nowych właścicieli. To miasto wygenerowało tzw. czyścicieli kamienic, bo gdyby było aktywne w realnej pomocy lokatorom, to konfliktu z nowymi właścicielami by nie było. Miasto powinno zwracać budynki puste, dając lokale zamienne albo pomoc w opłacie większego czynszu.

Nieprawdą jest, że Miasto nie ma na to pieniędzy. Przecież Miasto na reprywatyzacji zarabia, bo pobiera należności za dokonane przez miasto nakłady na zwracanych nieruchomościach. Chory jest system, w którym miasto otwiera procedurę przyznania lokalu zamiennego lub socjalnego, dopiero gdy lokator otrzyma sądowy nakaz eksmisji z wniosku właściciela kamienicy, gdy nie płaci wyższego czynszu. To wywołuje zbędne stresy i konflikty oraz dodatkowe zadłużenie ludzi, np. w postaci kosztów komorniczych. Ludzie się boją, że znajdą się na bruku.

Fatalne są też czasem skutki działania podpowiadaczy – pseudoadwokatów, którzy rzekomo „bronią” lokatorów żądając znacznie wyższych i nierealnych odstępnych za wyprowadzkę niż proponują właściciele budynku. Taki spór kończy się w sądzie i lokatorzy zostają z niczym, a nawet z długiem wobec sądu i adwokatów.

To miasto wygenerowało „handlarzy” roszczeniami utrudniając procedury zwrotowe. Bo jak były właściciel nie był w stanie dojść swoich praw po 20-30 latach mitręgi, to je sprzedał. Bo lepiej mieć coś, by móc pomóc sobie i dzieciom u schyłku życia niż czekać na święte nigdy. Wypowiedzi polityków, że nie będzie zwrotów, tylko odszkodowania do 20 % wartości roszczenia, wzmacniają pozycję przetargową handlarzy roszczeń. Stąd cena roszczenia spadła do 5-10 % jego wartości. Mam wrażenie, że jest tu jakaś spóła.

Winni sytuacji są politycy, w tym rządy i władze Warszawy wszelkich opcji, w tym obecni i byli radni Warszawy, a zatem i ja, bo za mało pyskowałem. Ma też swój wkład „Gazeta Wyborcza”, bo robi ludziom wodę z mózgu, będąc jednym razem za reprywatyzacją i wolnym rynkiem, a innym razem przeciw. Im nie chodzi o to, by złapać króliczka (rozwiązać problem), ale żeby go gonić.

Politycy żywią się bowiem konfliktem, a nie konstruktywnym działaniem. Często mają odlotowe propozycje lub są przeciw czemuś, bo fantazja jest od tego, żeby różnić się na całego. Tego od nich oczekują media. Prostego, głupawego przekazu. Więc zabawa państwem trwa, bo ono jest tylko teoretycznie.

PiS cieszy się z pomysłu Komisji ds. reprywatyzacji, a może i ds. prywatyzacji z czynnikiem społecznym w tle. Ale w efekcie sama zostanie zgrillowana przez media. Będzie jak z radością karpi przed świętami. 

Bogdan Żmijewski