piątek, 23 grudzień 2016 12:20

Architektka miasta zadziwia

Napisane przez  Bogdan Żmijewski

Marlena Happach jest nowym dyrektorem Biura Architektury i Planowania Przestrzennego Urzędu m.st. Warszawy. W wywiadzie opublikowanym 16 grudnia na łamach „Gazety Wyborczej” określiła swoja funkcję „architektką miasta” obiecując, że wprowadzi zmiany na lepsze, przez co Warszawa stanie się miastem przyjemniejszym i wygodniejszym dla życia.

W wywiadzie oświadczyła, że chce doprowadzić do zagospodarowania placu Defilad. W tym celu ma przeprowadzić kolejne konsultacje społeczne, jak plac zagospodarować. Następnie ma być ogłoszony konkurs na zagospodarowanie placu. Będzie dwuetapowy z dyskusją publiczną między etapami, by uwzględnić w projekcie oczekiwania społeczne. To zadziwia, bo przecież jest tam uchwalony plan zagospodarowania przestrzennego, który rozstrzyga o sposobie zagospodarowania tego terenu. Plan został zrobiony po uprzednim konkursie na zagospodarowanie otoczenia PKiN. Czyżby miał być zmienony? A jeśli nie, to po co konkurs? Po co konkurs, skoro Miasto podpisało umowę na projekt tego placu i parkingu podziemnego pod placem. Jego zaprojektowanie i wybudowanie jest niezbędne, by móc wybudować Muzeum Sztuki Nowoczesnej, gdyż obiekty te są powiązane technicznie i funkcjonalnie – żyć bez siebie nie mogą. Projekt jest zaawansowany – przed złożeniem o zgodę na budowę.

Naczelna architektka chce, by ten teren zagospodarować już obecnie, ale w sposób tymczasowy. Ale plan nie zezwala na zagospodarowanie tymczasowe. Po co wydawać publiczne środki finansowe na tymczasowe zagospodarowanie placu, skoro za chwilę ma ruszyć budowa parkingu podziemnego pod placem Defilad i Muzeum Sztuki Nowoczesnej. A może Miasto już po cichu rezygnuje z tych inwestycji?

Inwestycje miały ruszyć kilka lat temu, a tu jeszcze nie ma zgody na ich budowę ani nie wywłaszczono gruntu pod budowę Muzeum. Uchylono również zgodę na budowę drogi dojazdowej do Muzeum. Trwa przed sądem postępowanie w sprawie uchylenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla terenu Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Istnieje też ryzyko uchylenia innych części lub całego planu zagospodarowania przestrzennego otoczenia Pałacu Kultury, bo jest sporządzony z naruszeniem prawa.

Z wypowiedzi naczelnej architektki Miasta wynika, że będzie się też zajmowała kształtowaniem transportu miejskiego i komunikacji, a szczególnie zawężaniem ulic. W tym zakresie rozważa rezygnację z ul. Towarowej jako obwodnicy miejskiej, którą Towarowa dziś pełni faktycznie i formalnie, tj. zgodnie z uchwalonym studium i planami zagospodarowania. Aby zrealizować taki cel trzeba by zmienić studium i 18 planów miejscowych, bo tam są określone parametry tej drogi. To by trwało pewnie 10-15 lat, czyli aż do czasu, gdy naczelna architektka przejdzie na emeryturę. Jest też pytanie, co zamiast obwodnicy? Którędy pojadą samochody kiedy tu będą wąskie drogi i aleje spacerowe?

Marlena Happach stwierdziła, że od teraz decyzje o warunkach zabudowy będą zgodne z projektami planów miejscowych. To zadziwia, bo zasady wydawania decyzji WZ (warunków zabudowy) są określone ścisłymi przepisami niezwiązanymi z planami i studium, więc nie można ustaleń w wuzetkach naginać do ustaleń projektów planów.

Dyrektor Marlena Happach chce też ograniczyć dzielnicom prawo do wydawania decyzji o warunkach zabudowy na obszarach rewitalizacji. To oświadczenie też zadziwia, bo zgodnie z przepisami na obszarach objętych rewitalizacją jest zakaz wydawania decyzji WZ i trzeba tam sporządzać miejscowy plan, by wydać pozwolenie na budowę. Odrębną kwestią jest, że Miasto nie ustaliło jeszcze granic obszarów rewitalizacji. Więc o czym tu mowa?

Wolą architektki miasta jest wydawanie przez Biuro Architektury - a nie przez dzielnice - decyzji WZ w obszarach nowej zabudowy. Taki zamiar wymaga jednak zgody Rady Warszawy, bo trzeba w tym celu zmienić uchwałę kompetencyjną i uzgodnić ją z dzielnicami, a tu przewiduję totalny opór. Dzielnice bowiem chcą poszerzenia swojego władztwa planistycznego i chętnie przejęłyby wydawanie wszystkich decyzji WZ przy założeniu konsultacji przy ich wydawaniu z Biurem przygotowującym plany miejscowe.

Takie działanie miałoby sens, bo odciążyłoby architektkę miasta z obowiązków co pozwoliłoby jej zająć się zmianą studium i planami miejscowymi, by więcej ich uchwalać. W tym celu miałaby uwolnione miejsce na pracownie planistyczne dla części osób, które wydawały decyzje WZ, a teraz robiłyby plany. Część osób, które przygotowywały WZ-etki, przesunięto by na dzielnice, skąd kiedyś je zabrano do miejskiej centrali.

W mieście są prowadzone 224 procedury planistyczne i ciągle dochodzą nowe. A w roku 2016 uchwalono tylko 10 planów (część uchwalonych przez Wojewodę), na rok 2017 przewiduje się uchwalić 12 planów. To nie jest przyspieszenie.

W kolejne zadziwienie wprawiła mnie następująca wypowiedź architektki miasta: „zbytnio skupiamy się na tym, gdzie można albo nie należy stawiać wysokich budynków (dominant), a zapominamy, co jest najważniejsze”. Najważniejsze jest „to, co mamy w parterach, jakie są chodniki, czy są wygodne, ładne i bezpieczne dla wszystkich”. Owszem, czemu nie. Ale to powinien być cel poboczny, a nie podstawowy, i nie powinien należeć do architekta miasta, lecz do zarządcy chodnika.

Innym moim zadziwieniem jest zamiar debatowania przez architektkę miasta nad większym biurowcem w miejscu obecnego Universalu. Przecież jest to działanie bezprawne ze względu na obowiązujące przepisy techniczne. Nasze miasto jest pełne takich przypadków. I to jest jedna ze spraw, którą polecam pani dyrektor.

To, że redaktor Magazynu Stołecznego „Gazety Wyborczej” pozwolił na opublikowanie tekstu, w którym dziennikarz raz zwraca się do osoby udzielającej wywiadu per pani, a raz per ty, to nie moja sprawa, ale bezkrytyczne przyjmowanie wypowiedzi świadczy o braku przygotowania do rozmowy.

Bogdan Żmijewski

Blowjob