niedziela, 19 luty 2017 17:39

Jarosław Inżynierem Ruchu

Napisane przez 

Wśród nas, współczesnych, są geniusze. Na wszystkim się znają, a szczególnie na kierowaniu ruchem pojazdów i pieszych. Takie wybitne zdolności mają niektórzy dziennikarze, a zwłaszcza filolodzy oraz politycy, gdy na nich spływa wszelka światłość wiedzy z momentem wyboru. Ich punkt widzenia zależy często od punktu odniesienia jako kierowcy samochodu lub rowerzysty albo pieszego czy pasażera autobusu.

Krytykanci wiedzą lepiej, co i jak należy robić w mieście. Mówią ex cathedra, ale za nic nie odpowiadają, krytykując czy proponując (rzadko) to i owo.

Wiele osób żądało od Inżyniera Ruchu i władz miasta obniżenia prędkości jazdy w mieście do 50 km/h z uwagi na bezpieczeństwo. Jak tak uczyniono, to inni, a często ci sami, krytykowali takie rozwiązania, bo rzekomo korki wzrosły. Krytykowała szczególnie „Gazeta Stołeczna” twierdząc, że to zbędne ograniczenia ruchu. A teraz mają dalej idące żądania, oczekując zawężenia ulic czy zmniejszenia prędkości na ul. Koszykowej do 30 km/h.

Skutki takiego pisania już są widoczne na ul. Koszykowej. Inżynier Ruchu próbuje pogodzić rozbieżne interesy użytkowników dróg, ale ma samych wrogów, bo nikt nie jest zainteresowany kompromisem. Krytycy zrobili z Janusza Galasa, Inżyniera Ruchu, chłopca do bicia, bo są korki, a przecież to nie on decyduje o budżecie na drogi. Przecież w ostatniej dekadzie, mimo zwiększenia ruchu, ilości samochodów i dróg, spadła ilość wypadków śmiertelnych w Warszawie ze 120 do 55 rocznie. To jest efektem określonej polityki ograniczeń ruchu.

Dowodem właściwych decyzji Inżyniera Ruchu jest fakt, że przeciwko władzom Warszawy, a szczególnie przeciwko niemu nie toczyły się i nie toczą żadne sprawy sądowe (karne czy cywilne) za niezgodne z prawem rozwiązania drogowe. Wzorowe działanie zespołu Inżyniera Ruchu potwierdziły trzy kontrole NIK i wewnętrzne kontrole Pani Prezydent. A jednak Pan Galas ma być zwolniony z uwagi na krytykę prasową i ruchów miejskich. Ale czy uprawnioną?

Paradoksem jest, że Inżynier Ruchu jest zmuszany przez miejskich polityków do określonych rozwiązań typu zawężanie ulic na Ursynowie skutkiem działań określonych mediów i lobbystów rowerowych budżetów partycypacyjnych. A potem okazuje się, że to są fatalne rozwiązania. I znowu winien jest Galas.

Zdanie krytyków, jak zorganizować ruch, tylko pozornie wydaje się słuszne, ale stoi często w sprzeczności z obowiązującymi przepisami prawa, których trzeba przestrzegać, albo z możliwościami technicznymi. Oni tego w ogóle nie biorą pod uwagę. Oni tego nie rozumieją albo udają niewiedzę. Nie zauważają też, że przepisy ruchu się zmieniają. Zmieniają się też interpretacje przepisów wydawane przez ministerstwo i sądy, co zmusza do zmian organizacji ruchu, np. zielonych strzałek skrętu w prawo, za co Inżynier Ruchu jest krytykowany, jakby to on tworzył te przepisy. Oni udają greka na argument, że nie można projektować według własnego widzi mi się, bo jak będzie wypadek, to do autora projektu i zatwierdzającego przyjdzie prokurator i zapyta, dlaczego zrobił tak a tak, skoro przepis mówił inaczej.

Przecież każde rozwiązanie komunikacyjne ma swój projekt z podpisami w Archiwum Miasta. Czy wtedy Inżynier Ruchu ma przekonywać prokuratorów, że jest niewinny w związku z artykułem z gazety, bo zrobił tak, jak tam napisano?

W krytycznych artykułach wyciąga się kilka przypadków rzekomo błędnych rozwiązań komunikacyjnych, nie dając szansy obrony Inżynierowi Ruchu. Nawet gdyby publicysta miał rację, to jest to kilka przypadków na kilka tysięcy dobrych rozwiązań. To nie jest krytyka. To jest szczucie.

Zakładam, że każde rozwiązanie ruchu jest skutkiem określonych uwarunkowań. Często nie ma idealnych rozwiązań, bo każdy by chciał mieć pierwszeństwo przejazdu.

Często nie ma też pieniędzy lub miejsca na oczekiwane rozwiązania. Ale jeśli dziennikarz Jarosław Osowski i różni politycy wiedzą lepiej, to trzeba im dać szanse i powołać ich na Inżyniera Ruchu.

Niech się sprawdzą. Po co mają cierpieć krytykując. Niech się cieszą w życiu konstruktywnym działaniem. Niech rozładują miejskie korki. Zamiast marnej pensji za wierszówki lub diety niech biorą dobre wynagrodzenie. Niech programują ruch, nie mając programu komputerowego do symulacji badań ruchu. Bo Inżynier Ruchu kieruje ruchem na wyczucie bez narzędzi monitoringu i symulacji. W wydziale drogownictwa jest tylko kilka osób. Ich praca to mistrzostwo świata, porównując zakres i skalę zadań z warunkami pracy. Skrzyżowań jest w mieście kilka tysięcy, a tych z sygnalizacją ok. 860. Włączeń do dróg jest kilka tysięcy. Znaków drogowych kilkaset tysięcy. Każde nowe rozwiązanie musi być zaopiniowane przez Inżyniera Ruchu. Ruch się zmienia, więc zmieniają się znaki i sterowanie sygnalizacją. Rocznie Wydział załatwia ok. 15 tys. spraw, w tym zatwierdza 10 tys. projektów rozwiązań drogowych.

Życzę następcy wiele owocnej pracy i żeby nie osiwiał. Oczekuję, że nie będzie się wyręczał innymi i będzie miał odwagę podpisywać decyzje drogowe, biorąc za nie odpowiedzialność, a nie szukał kolejnych chłopców do bicia. Mam nadzieję, że nowy Inżynier Ruchu nie będzie się głównie zajmował sprawami wizerunkowymi, by udowodnić, że jest lepiej, choć będzie tak samo. A jak będzie grillowany, to też się go odstrzeli. Mam pewność, że zmiana Inżyniera Ruchu ma charakter politycznej intrygi. To wygląda na pomysł komisarzy z PO, celem poprawy wizerunku pani Prezydent. Wymiana urzędnika pod koniec kadencji w istocie dowodzi niesprawności działania pani Prezydent przez 7 lat. Paradoksalnie może też zadziałać na jej niekorzyść. Ludzie przecież mają swój rozum, mimo robienia im wody z mózgu. Jest przecież nielogiczne i nieuczciwe, że zwalnia się urzędnika, który zaproponował wiele rozwiązań drogowych, którymi miasto się chwali.

Zwolniono Wojciechowicza, Kuliga, Mikosa, teraz Galasa. Kto będzie następnym kozłem ofiarnym na ołtarzu polityki? Przecież kolejny cielec może nie wystarczyć na przebłaganie Warszawki.

Ostatnią ofiarą będzie Hanna Gronkiewicz–Waltz i cała nowa ekipa, jeśli nie znikną korki, nie przyspieszą inwestycje i nie będzie więcej planów miejscowych, jeśli zdrożeje woda i ścieki oraz bilety komunikacji. A przecież rzeczywistość jest inna.

Od Redakcji

Jak to możliwe, że „Gazeta Stołeczna” wcześniej wie o zwolnieniu Inżyniera Ruchu niż on sam dostał wymówienie i niż wie o tym Pani Prezydent? Czy Pani Prezydent jest jeszcze Prezydentem?