poniedziałek, 20 luty 2017 18:27

Wprowadzanie czytelników w błąd

Napisane przez  Bogdan Żmijewski

Z dużą przykrością przeczytałem materiał „Od ustawki do ustawki warszawskiej” autorstwa redaktora naczelnego Macieja Petruczenki w ursynowskiej „Passie” (9 lutego 2017). Przedstawił on bowiem tezy zadziwiające, kłamliwe i nieprofesjonalne. Niepokoi to tym bardziej, że autor ma prawnicze wykształcenie.

Nieprawdą jest informacja, że odszkodowania z dekretu wypłaca się z budżetu Państwa, bo wypłaca je budżet gminy Warszawa, a więc nie płaci cały naród, tylko - w przenośni - warszawiacy. Ale wypłaca się wielokrotnie mniej niż wynoszą opłaty za użytkowanie wieczyste pobierane od dziesiątków lat za grunty znacjonalizowane dekretem. Dekret Bieruta miał głównie cel polityczny, choć prawdą jest, że wprowadzono go także i po to, by ułatwić odbudowę Warszawy, a szczególnie budowę nowych ulic i infrastruktury. Pragnę jednak zauważyć, że nie cała Warszawa była całkowicie zburzona. Były obszary o różnym stopniu zniszczeń. Głównie tam, gdzie było powstanie warszawskie i getto, a one nie objęły całej Warszawy, tylko enklawy o pow. ok. 20 % substancji miasta. Potem Niemcy zburzyli totalnie więcej, do 30 %. Praga ocalała w całości. Dekret ją objął, ale po co.

W istocie w Warszawie wcale nie powstało wiele nowych tras komunikacyjnych, a większość dróg odbudowano po starym śladzie. Tylko niektóre poszerzono (Marszałkowska, Towarowa, Solidarności, Wolska). W innych krajach dekrety wywłaszczeniowe funkcjonowały celem ułatwienia odbudowy 10-20 lat po wojnie. U nas dekret funkcjonuje do dziś.

Twierdzenie autora, że wojna, a w zasadzie dekret był takim wydarzeniem dziejowym, które usprawiedliwia brak rekompensaty za krzywdę ludzką przyjąłem z niedowierzaniem. To była Polska i jest Polska, a jedni Polacy nie powinni żyć kosztem drugich.

Maciej Petruczenko proponuje, by ta krzywda była zaspokojona tylko w jakimś stopniu, a w szczególności, by wyceny majątku dokonać na dzień wywłaszczenia – dekretu. To według prawa oznacza w konsekwencji poddanie się ustawom denominacyjnym i ktoś, kto miałby wycenę majątku na 300 zł przedwojennych, to dziś dostałby 0,3 zł, a trzeba wiedzieć, że 300 zł to była dobra pensja urzędnicza.

Odrębną kwestią jest, że podmioty, którym jest coś zwracane, powinny zwrócić Miastu te nakłady, które Miasto poczyniło na odbudowę, a Miasto powinno zapłacić za bezumowne korzystanie z rzeczy bezprawnie wywłaszczonej. Ponadto, jeśli nieruchomość była obciążona przed wojną hipoteką na rzecz Skarbu Państwa, np. z tytułu kredytu na zakup nieruchomości lub budowę, to ta kwestia też powinna być rozliczana – zwracana.

Niestety tych kwestii żaden z projektów ustaw reprywatyzacyjnych nie ujmował. Nie jest uczciwe wobec władz Miasta twierdzenie Macieja Petruczenki, że Miasto spowodowało wyrzucenie na bruk 40 tysięcy lokatorów, bo Miasto dla wielu znalazło mieszkania zastępcze, a wielu wsparło dotacjami do czynszów.

Nie jest usprawiedliwieniem braku zwrotu nieruchomości dekretowych fakt, że w 1918 roku po odzyskaniu niepodległości Państwo nie zwróciło majątków zabranych Polakom przez zaborców, a szczególnie powstańcom styczniowym. Była taka ustawa, ale nie wykonał jej rozporządzeniami Marszałek Piłsudski - pierwszy socjalista II Rzeczpospolitej, człowiek o podwójnej moralności w polityce i w życiu prywatnym.

Teza Macieja Petruczenki, że Miasto traci setki milionów z tytułu zwrotów nieruchomości, opiera się na twierdzeniu, że gdyby Miasto te ukradzione nieruchomości teraz sprzedało, to by zarobiło. To się nazywa paserstwo.

Prawdą jest jednak to, że słynna nieruchomość na Chmielnej przy Pałacu Kultury przed wojną nie przewidywała dominanty, więc nie była tyle warta co dziś, gdy ją plan przewiduje.

Ale to oznacza, że trzeba wprowadzić opłatę/podatek od wzrostu wartości nieruchomości z tytułu uchwalenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, który podnosi wartość nieruchomości. Dziś taki podatek jest, ale funkcjonuje tylko 5 lat od uchwalenia planu, a powinien obowiązywać do pierwszej transakcji sprzedaży.

Zalecam też Maciejowi Petruczence, by przeczytał ustawę o gospodarce nieruchomościami, szczególnie art. 215 dot. odszkodowań za majątek niezwrócony oraz orzecznictwo sądów i zrozumiał, za co są odszkodowania.

Namawiam ponadto, by skupić się na kwestii rzeczywistych nieprawidłowości w postępowaniach zwrotowych w sądach, prokuraturze i aparacie skarbowym, a szczególnie na złym prawie, a nie na obrażaniu profesorów Stanisławę Kalus i Marka Szewczyka, którzy właśnie na określone nieprawidłowości zwracają uwagę w swoich pracach. 

Bogdan Żmijewski

Blowjob