sobota, 11 marzec 2017 15:41

Cześć i chwała… wiewiórkom

Napisane przez  Grzegorz Wysocki

Zapowiadał się zwykły dzień. Piąteczek powitał mnie słoneczkiem niemrawo wychodzącym znad bloku, w którym mieszka Serek, mój kolega, który twierdzi, że je wypuszcza z okna każdego poranka. Po umyciu zębów, wyszedłem z domu bez słowa, ponieważ czasami u nas jest tak, że wszystko, co powiem, może być użyte przeciwko mnie. Kiedy kończyłem codzienny różaniec odmawiany w metrze, zaniepokoił mnie telefon.
- Dzień dobry, czy rozmawiam z panem burmistrzem Grzegorzem Wysockim? – spytał anielsko-aksamitny głos w słuchawce mojego wypasionego iPhone’a.
- Nie! – odpowiedziałem zgodnie z prawdą – jestem zastępcą burmistrza.
- Tak, tak. Oczywiście! Ale rozmawiam z panem Grzegorzem?
- Tak. Na imię mam Grzegorz. A pani jak ma na imię? – spytałem aksamitno-anielski głos z dreszczykiem emocji, mając nadzieję, że ten zwykły piątkowy poranek przerodzi się w przygodę mojego życia.
Głos powiedział szybko, że nazywa się tak i tak i dzwoni z dodatku czegoś do czegoś. Jednym słowem dziennikarka. Uwielbiam dziennikarki, zwłaszcza z aksamitno-anielskimi głosami, ale zachowując czujność rewolucyjną spytałem podejrzliwie: - Czy pani dzwoni z Agora SA?
- A dlaczego pan pyta?
- Ponieważ nie rozmawiam z ludźmi z Agora SA – odpowiedziałem zgodnie z własnym światopoglądem.
- Ale ja jestem dziennikarką i pan musi… - powiedział głos, cytując wszystkie przepisy prawa prasowego, konstytucyjnego, cywilnego i europejskiego i grom go wie, czego jeszcze.
Ja powołałem się na prawo do odmowy udzielania wyjaśnień, wychodząc z założenia, że skoro ktoś dzwoni do mnie o świcie w piątek z polecenia Agora SA, to na pewno ciążą na mnie jakieś ciężkie zarzuty i w związku z tym mam też swoje prawa, jako oskarżony.
Głos jeszcze tylko zdążył powiedzieć coś o wiewiórce, drzewach, szyszkach, czy jednej szyszce i zakończyłem z nim łączność na falach ultrakrótkich.

Jednak, kiedy wsiadłem do zupełnie pustego tramwaju nr 9 (zawsze jest zatłoczony) zacząłem się niepokoić. Może faktycznie coś się stało na Ochocie, skoro 9-tka jest taka pusta?

Energicznie wsunąłem rękę do bocznej kieszeni budrysówki, kupionej przez moją żonę specjalnie z okazji początku mojego pontyfikatu w dzielnicy Ochota. Z ulgą poczułem na opuszkach moich palców znajomy, metaliczny „smak” iPada.
„kaczyński zabrałeś Jej dom przez durną ustawę swojego pachołka szyszki to może razem z kolegą Ją zastrzelicie !?” obwieścił na FB mój niestrudzony znajomy. Jego wzburzenie musiało być wielkie, skoro nazwisko naczelnika państwa napisał z małej a wiewiórkę dwa razy potraktował z dużej.

„Serce pęka, łzy same lecą... bandyci i mordercy, drzew, zwierząt i Polski... – dodaje pani Halina. „Gnidy moralne podłe gnidy, kiedy oni w końcu opuszcza ten świat” – dobrotliwie pani Beata. „Już ją zamordowali. Nie żyje.” – przesądza sprawę pani Katarzyna.

Z doniesień prasowych wynikało, że cała afera ma miejsce w parku Szczęśliwickim. Po ostatnich napadach na rowerzystów, na czym skwapliwie przyłapała mnie Agora SA, poczułem się jak recydywista. „Jak mi teraz przyklepią tę wiewiórkę, to już po mnie” – pomyślałem i nerwowo złapałem za iPhone’a. „Muszę zadzwonić do anielskiego głosu z Agora SA. Pokajam się. Obiecam poprawę lub kawę, obojętnie co, byleby kończyło się na Ę”. Myśli tłoczyły się do głowy w trakcie chaotycznego poszukiwania ostatniego numeru połączenia. „Co robić? Co robić?”

Tramwaj nr 9 ostro wyhamował na skrzyżowaniu z Żelazną. Z braku wystarczającej liczby pasażerów mogących powstrzymać moją nazbyt masywną masę ogarniętą ujemnym przyspieszeniem, przemieściłem się niespodziewanie o kilka metrów. W pierwszej chwili pomyślałem, że naczelnik tramwaju wyhamował przed zasiekami. „Pewnie wprowadzono blokadę dzielnicy. Jeśli w morderstwo wiewiórki jest zamieszany minister tego rządu, to pewnie chcą zatrzeć ślady i zwalić winę na mnie? Dobrze, że to wiewiórka, bo jakbyśmy przepiłowali kota przy tej wycince, to byłbym się nie wywinął. ABWera byłaby u mnie o szóstej rano”.

Jednak naczelnik tramwaju nr 9 z wolna ruszył. ”Kurczę!?! Naczelnik! Prawda! Spokojnie! Trzeba zadzwonić do naczelnika! Tego od Ochrony Środowiska”.
- Witam. Co z tą wiewiórką? – rzucam stanowczo, opanowując panikę w głosie.
- Jestem jeszcze w urzędzie, ale „jadę na sygnale” do parku, aby zorientować się na miejscu, o co chodzi. Znaleziono martwą wiewiórkę w pniu ściętego drzewa – raportuje spokojnie naczelnik, zupełnie jakby nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji.

Naczelnik w parku, a ja dotarłem wreszcie do urzędu. W sekretariacie zwykle uśmiechnięte panie witają mnie grobową ciszą. Mam wrażenie, że ogłoszono żałobę. Niechęć w ich oczach potęguje przekonanie o mojej winie. Usiłuję się skontaktować z naszą charyzmatyczną rzecznik (rzeczniczkinią) prasową, ale wszystkie kanały łączności są zablokowane. Wreszcie kontaktuję się z centralą. Jest dobrze, wyciąłem drzewo, ale pół roku temu i to nie całe, tylko połowę. Dostaję zdjęcia od centrali. Jest bardzo dobrze, bo wiewiórka jest cała i ma rudy ogon, co prowadzi do dwóch wniosków. Po pierwsze jak jest cała, to znaczy, że jej nie przepiłowaliśmy. Po drugie jak ma rudy ogon, to nie została zamordowana pół roku temu, bo by jej ogon miał inny kolor. Szyszko też się wywinie, bo park Szczęśliwicki jest własnością dzielnicy, czyli nie osoby fizycznej. Kurczę, ale Ochota nie ma osobowości prawnej. Czyli jest kim? Osobą osobową? Czy osobą prawną? Gorączkowo szukam w necie. Jest dobrze, Ochota jest kobietą. Szyszko dostanie za swoje, bo kobieta jest osobą fizyczną, a w dodatku kobiet się nie bije, tym bardziej nie piłuje. Centrala potwierdza, że Ochota jest kobietą, a ona najlepiej wie, bo ona też. Centrala mówi również, że pani prezydent (też kobieta) coś w tej sprawie powie i my, czyli Ochota, przygotowujemy jej to, co ma być powiedziane.

- Panie burmistrzu, ja już wszystko wiem. To jest jakieś nieporozumienie, to nie wy i nie szyszko lex – dzwoni do mnie aksamitny głos z Agora SA.

Jeszcze kilkoma sprawnymi ruchami myszki sprawdzam na FB mój fanklub. Ochocianie ustami swojej liderkini, Justyny Glusman, też twierdzą, że zdjęcie wiewiórki „nie powinno być używane do hejtowania urzędników z Ochoty.”

Jak za dotknięciem różdżki opada ze mnie napięcie. Zimny pot płynący po plecach zamienia się we wrzątek, a ręce z drżących i niepewnych, stają się silne i pewne, jak u chirurga przed operacją wycięcia pypcia. Jestem uratowany.

„Wiewiórka - bardzo sympatyczne zwierzę. Notabene, warto wiedzieć, że taka mała wiewiórka ma sześć miotów w ciągu roku, a w miocie ma do sześciu młodych, także produktywność tego gatunku jest naprawdę duża...” – brutalnie i bez serca komentuje sprawę naszej wiewiórki minister Szyszko na portalu wp.pl

Niepokoi mnie już tylko to, że jeśli ma rację, to w ciągu mojego ponad dwuletniego pontyfikatu tylko ta wiewiórka mogła się przeistoczyć oczywiście przy udziale innej wiewiórki (wiewiórki nie znają in vitro) w jakieś 6 x 6 x 2,16 czyli jakieś 77,76 wiewiórki. Na szczęście ten wstrętny Szyszko na pewno kłamie i nie ma się czym przejmować.

Wyczerpany po całym dniu stresu, bólu głowy, opuszczam urząd. Jeszcze tylko znajoma wita mnie w progu hasłem powitalnym „Wiewiórki i bobry! Dzień Dobry!” I jestem na przystanku.

Wsiadam do niezwykle zatłoczonej 9-wiątki i dopiero teraz przypominam sobie, że w bardzo złym stanie w szpitalu jest jeden z ostatnich żyjących żołnierzy IV obwodu AK. Proszono mnie o pomoc w załatwieniu mu szybkiego skierowania do domu kombatanta. Ilość papierów, jakie trzeba wypełnić, aby mógł w ogóle marzyć o tym miejscu, jest niebywała. Pewnie skończy się na ofiarności wielu ludzi, którzy tak po prostu pomagają w cichości naszym bohaterom. W tej sprawie złamałbym swoją zasadę i mógłbym porozmawiać nawet z Agora SA. Niestety ani ja, ani Agora SA nie mieliśmy dziś czasu dla niego, ponieważ musieliśmy zadbać o wiewiórkę. „Cześć i chwała…wiewiórkom”.

Blowjob