środa, 06 wrzesień 2017 18:05

Miejscowy plan rejonu Foksal bublem

Napisane przez  Bogdan Żmijewski

Wojewoda Mazowiecki świeżutkim orzeczeniem nadzorczym uchylił szereg zapisów w uchwale Rady m. st. Warszawy dotyczącej zatwierdzenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego rejonu ul. Foksal, tj. dla obszaru w kwartale ulic Nowy Świat, Tamka, Kruczkowskiego i Książęca. Unieważnił on plan dla 8 terenów, głównie z uwagi na niezgodność ustaleń planu ze studium w zakresie funkcji i wskaźników zagospodarowania.

W szczególności uchylono tereny e1.1 ZP, czyli główną część dawnego parku na Książęcem, obecnie Rydza Śmigłego; Tereny d2.3 U-Z/UB i d2.4 CU w parku Bayera; Teren b5.2 U-B tam gdzie jest pałac Przeździeckich oraz część terenu na Skarpie oznaczony A2 KD-PM(ZP). Nie dokonano w planie ustaleń dla terenu zamkniętego oznaczonego na rysunku planu symbolem b2.5 U-B, więc wykreślono teren z planu. Dla części terenów nie określono minimalnego wskaźnika intensywności zabudowy, co doprowadziło do uchylenia planu w tej części.

Wojewoda zwrócił uwagę na niechlujstwo planu. Wykazał, że brak w tekście planu ustaleń dla terenów dwóch dróg określonych na rysunku planu. Opisano natomiast w planie jedną drogę, której nie ma na rysunku planu. Nie określono parametrów, ani miejsca lokalizacji łączników nad drogami łączących tereny planistyczne b6.4.4 UO i b6.5 U-O/U-K/S, więc z tekstu planu je usunięto. Nie wiem dlaczego Wojewoda nie uchylił ustaleń dla innych łączników, dla których też nie określono parametrów zagospodarowania. Może w pospiechu wakacyjnym nie zauważył tego błędu.

W planie nie określono też jednoznacznych ustaleń co do zasad realizacji i lokalizowania obiektów małej architektury, choć plan zakładał ich istnienie na 53 terenach. Szczególnie plan nie określił wysokości tych obiektów. Wojewoda zwrócił też uwagę na niejednoznaczność ustaleń planu co do zasad zagospodarowania dróg publicznych w konsekwencji usuwając niektóre zapisy planu ich dotyczące np. co do lokalizacji obiektów małej architektury.

Zatem Wojewoda musiał zakazać ich realizacji przez usunięcie stosownych zapisów w planie dla 53 terenów, bo plan nie wypełnił wymagań ustawowych w powyższym zakresie.

Wojewoda wykazał, że w 6 przypadkach w planie błędnie zdefiniowano linie zabudowy, bo linie te swoimi ustaleniami zezwalającymi na nadwieszenia balkonami lub realizację schodów i ramp przed tymi liniami wykroczyły poza granice planu.

Wojewoda wykazał szereg wewnętrznych sprzeczności ustaleń planu oraz jego nieczytelność i wskazał też na wiele wątpliwości. Nie uchylił jednak planu z tego powodu. Być może uznał, że nie są to naruszenia rażące, a może Wojewoda po wakacjach pochyli się jeszcze raz nad tym planem i zaskarży szereg kolejnych jego ustaleń do WSA, których dotychczas nie zobaczył lub miał wątpliwości, a których nie rozstrzygnął z uwagi na brak czasu i doprowadzi do ich uchylenia. Przy okazji należy powiedzieć, że plan był trzykrotnie formalnie poprawiany - wykładany. Bo był niezgodny z prawem w znacznej części. Sam złożyłem do tego planu 155 uwag prawno-technicznych, z czego 110 przyjęto. Gdyby ich nie przyjęto plan byłby jeszcze gorszy.

Moim zdaniem należy dokonać pilnej poprawy planu tam, gdzie wykazał to Wojewoda ,oraz w kwestiach jeszcze nieuchylonych przez Wojewodę. To jest kolejny plan autorstwa dr Krzysztofa Domaradzkiego, który Wojewoda uchylił. Chyba więc projektant powinien zwrócić pieniądze za złą pracę i nie powinno mu się dawać kolejnych zleceń. Nie popisały się też po raz kolejny służby prawne Miasta, które plan audytowały. Nie dostrzegli uchybień również radni, dla których zorganizowano niedawno szkolenie z planowania przestrzennego. Ale trudno, by uczeń był prymusem, skoro nauczyciel jest kiepski.

O kiepskim nadzorze merytorycznym Biura Architektury i Planowania Przestrzennego nawet nie chcę się rozpisywać, szczególnie gdy od tych pracowników słyszę, że swoimi uwagami prawnymi zgłaszanymi do planów w skali kilku tysięcy jestem czepialski, choć większość z nich przyjęto. Dlatego nie będę już ich pisał. Więcej będzie miał do roboty Wojewoda lub Sąd przy ich uchylaniu. Wtedy wyjdzie na jaw cała mizeria planowania przestrzennego w Warszawie.

Należy też dodać, że w planie miejscowym Foksal jest wiele błędnych i szkodliwych społecznie ustaleń planistycznych.

Ustalenie w planie maksymalnego wskaźnika intensywności zabudowy na poziomie powszechnie niższym niż stan istniejącej zabudowy powoduje, że w takich obiektach, w tym zabytkowych nie można wykonywać prac budowlanych wymagających pozwolenia na budowę, gdyż formalnie budynki są niezgodne z planem, bo przekraczają ten wskaźnik planistyczny. W takim wypadku właściciele mogą występować o odszkodowania z tytułu ograniczenia planem korzystania z nieruchomości. Szacuję, że koszty tych odszkodowań na terenie całego planu mogą wynieść kilkaset milionów złotych. Nie wiem, czy właściciele odważą się pójść na wojnę z Miastem.

Istnieją tereny, gdzie zapomniano dopuścić budowę lub przebudowę infrastruktury, co blokuje rozwój tych terenów. Jeszcze innym przypadkiem błędnego rozwiązania planistycznego jest zlikwidowanie pawilonu służb ochrony obiektu i drogi pożarowej obsługującej Muzeum Narodowe!?

Ponadto szereg ustaleń planu ma charakter norm otwartych, co jest zaproszeniem do korupcji. Na przykład w wielu przypadkach nie wiadomo, gdzie się kończy linia zabudowy obowiązującej, a gdzie zaczyna linia zabudowy nieprzekraczalna. Czyżby miał decydować o tym decydował urzędnik choć nie jest uprawniony do interpretowania ustaleń planu?!

Na kilku terenach w ogóle nie określono linii zabudowy, choć plan przewiduje tam zabudowę. Niektóre ustalenia planu przekraczają delegacje ustawowe, a w kilku przypadkach plan nie wypełnił delegacji ustawowej. Oczywiście są to kolejne powody do uchylenia planu przez sąd. A jest ich tak wiele, że w skromnym artykule nie sposób ich opisać. Ustalenia planu, które są niezgodne z prawem właściciele nieruchomości mogą zaskarżyć do sądu i doprowadzić do ich uchylenia.

Plan robiono blisko 7 lat. Jego sporządzenie kosztowało Miasto kilkaset tysięcy złotych wypłaconych projektantowi oraz urzędnikom i prawnikom miejskim, którzy z nim współpracowali i go kontrolowali. To kolejny plan uchylony przez Wojewodę w tak znacznym stopniu w czasie, gdy dyrektorem Biura Architektury i Planowania Przestrzennego jest pani Marlena Happach, uczennica i była współpracownica dr. Krzysztofa Domaradzkiego - autora planu. Miało być lepiej, a jest gorzej. No cóż, jaki mistrz taka Marlena.

W związku z powyższym uważam, że Marlena Happach nie zasłużyła na wynagrodzenie, które otrzymuje, a już na pewno nie należą się jej jakiekolwiek premie. Bo i za co? Za niekompetencję? Zatrudniono eksperta nie od planowania przestrzennego, a od urządzania ogródków osiedlowych i bibliotek, bo takie są główne dokonania zawodowe pani Happach.

Bogdan Żmijewski

Blowjob