piątek, 16 październik 2015 17:35

Do przeczytania jeden Kopff: Serial

Napisane przez  Antoni Kopff

W niedzielne przedpołudnie chwilowe zaćmienie umysłu spowodowało, że włączyłem telewizor, by obejrzeć kolejny odcinek nudnego jak flaki z olejem serialu pt. „Kawa na ławę”. Aktorzy tego spektaklu zasiedli wokół stołu i rozpoczęli „dyskusję” - to znaczy wymianę uwag na tematy aktualne według oklepanego scenariusza. Pan Rymanowski, grający rolę dziennikarza, udzielał im kolejno głosu (choć nie zawsze się to udawało!), a ci, recytując przygotowane w pocie czoła kwestie, starali się być elokwentni i rzeczowi, ale - jak to w amatorskim teatrzyku – byli tylko śmieszni swą nieudolnością. Bełkot, hucpa, bzdury wygłaszane bez mrugnięcia powieką – to coś , do czego przywykliśmy i co nie robi już na nas żadnego wrażenia. A jakież to ważne tematy poruszono! Co wymyśliła pani Szydło, a co pan Macierewicz, kogo okradła Platforma i pani Kopacz w szczególności, czy prezes Kaczyński z braku odpowiedniego stanowiska mianuje się Naczelnikiem Państwa i czy lewica trafi do parlamentu, czy na śmietnik. To wszystko okraszone dętymi wypowiedziami nacechowanymi udawaną troską o dobro narodu, który wkrótce ma dokonać jedynie słusznego wyboru sternika państwowej nawy.

Po pięciu minutach wyłączyłem ten mało interesujący program, gdyż ekran spłynął śliną wzajemnych oskarżeń, w której rozmył się sens audycji.

Pogrążyłem się w rozmyślaniach. Po kiego czorta organizować wybory łudząc się, że w ich wyniku rządzić będą ludzie światli, dobrze przygotowani, znający potrzeby społeczeństwa, odporni na pokusy korupcji - kiedy od pierwszych demokratycznych wyborów do władzy dochodzi coraz większa ilość beztalenci, szumowin, a nawet przestępców, a my, ślepi i głusi wyborcy, brniemy dalej w to bagno. Czy nie prościej byłoby wyłonić reprezentantów narodu losując spośród obywateli 460 numerów PESEL? To nic, że przypadkowi ludzie będą rządzić krajem, ale prawdopodobieństwo, że do władzy znowu dojdzie cyniczna, partyjna sitwa byłoby o wiele mniejsze.

Lecz na razie wszystko przebiega zgodnie z ustalonym scenariuszem. Kandydaci do parlamentu opowiadają przedwyborcze bajki, a wyborcy dzielą się na tych, którzy wierzą jednym a wyklinają drugich – i na odwrót. Nie dociera do nich prawda, że tu nie chodzi o pięknie brzmiące, acz funta kłaków nie warte hasełka, lecz o to, by ludzie skakali sobie do oczu, co też się z coraz większą zajadłością dzieje. Skłóconym i podzielonym narodem łatwiej manipulować, a podtrzymywanie tego rozdarcia to główny cel kampanii wyborczej - brudnej, zohydzającej przeciwników politycznych, nieprzebierającej w najbardziej paskudnych metodach. I ludzie dają się w tę grę wciągnąć, a ci, którzy stoją z boku i wołają o jedność narodu, są na straconej pozycji. Bo rozum śpi - a upiory zbierają żniwo. A kiedy tak dumałem, zmorzył mnie sen. Proroczy, bo o upiorach właśnie.

Przyśnił mi się horror w czystej postaci. W roli głównej - sam prezes jako postsocjalistyczne zombie, który wraz z towarzyszącymi mu wampirami i strzygami dokona pogromu wrażych lemingów, przebijając je tępym szydłem. Zburzone będą postawione z dykty dekoracje, a przed sądem, którego wyroki będą znane jeszcze przed procesem, postawi się ich twórców. Prawo i sprawiedliwość musi dosięgnąć każdego - niektórych sędziów także. Oglądanie tego serialu będzie przymusowe, a ilości odcinków nie da się określić, bo na razie planowana emisja ma trwać podobno około dwudziestu lat.

Koszmarny sen przerwały mi dobiegające z telewizora wrzaski. Przecierając oczy dojrzałem morze biało-czerwonych flag. Ki diabeł! Demonstracja górników czy kolejna miesięcznica? Okazało się, że to Polska pokonała Irlandię i wywalczyła awans do Euro 2016, i nawet pan prezydent pojawił się na stadionie, który powstał za rządów znienawidzonego Tuska. Polacy, uniesieni radością, na chwilę zapomnieli o politycznych swarach, bo sportowy sukces zjednoczył wszystkich, a to przecież nie leży w interesie tych, którzy wykorzystując podział społeczeństwa dążą do władzy.

Zakazać meczów się chyba nie da, ale jakby transmisję przenieść do TV Republika, to można by przypisać Lewandowskiemu „opcję niemiecką”... Bo, a nuż wybiorą jego, a nie tego, któremu się to należy.

Antoni Kopff 
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.