piątek, 23 październik 2015 16:21

Do przeczytania jeden Kopff: Czas patriotów

Napisane przez  Antoni Kopff

Kampania wyborcza to okres próby odporności na sączącą się zewsząd propagandę, przy pomocy której politycy usiłują pozyskać głosy wyborców. Czynią to na dwa sposoby: pierwszy - to zohydzanie przeciwnika wszelkimi metodami, drugi - wysyp różnych obietnic mających jedną wspólną cechę: żadna z nich nie zostanie dotrzymana. Wiemy o tym nie od dziś, ale jak zwykle dajemy się nabrać i w rezultacie krajem naszym przez następne lata znowu będą rządzić (a raczej pomiatać) ludzie przypadkowi, a obywatele modlić się tylko o to, by nie zaszkodzili ojczyźnie bardziej niż poprzednicy.

Aktowi wyborczemu towarzyszy wiara w to, że na skutek wrzucenia kartki do urny jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszystko się zmieni - oczywiście na lepsze. Wariantu, że może na gorsze, raczej się nie przewiduje. Dlatego żądanie zmian jest głównym motywem wyborczej agitacji i tylko niektórzy sceptycznie nastawieni do kampanijnych obiecanek przypominają stare przysłowie, że „lepsze jest wrogiem dobrego”. Przecież w ostatnich latach kraj bardzo się zmienił i dziwić się należy, że aż tak wielu rodaków nie chce tego zauważyć. Cóż, ewolucja, nawet dość szybka, nie jest tak efektowna, jak rewolucje, o których bajdurzą kandydaci na prawodawców. „Rozpieprzyć wszystko, a potem się zobaczy” - głosi jeden z nich, gromadząc wokół swego pomysłu amatorów pieprzenia bez sensu. Na szczęście - niewielu. Pani walcząca o kontynuację swego zatrudnienia zapowiada rewolucję w systemie podatkowym: obiecuje, że rząd pod jej kierownictwem zapłaci za obywateli wszystkie podatki - pieniędzmi, uzyskanymi z podatków. Cud nad Wisłą, tym razem ekonomiczny! Jej konkurentka wzywa naród, by powstał z kolan. Zanosi się na pierwsze od lat zwycięskie powstanie, a za taką wiktorię trzeba będzie na kolanach dziękować. Były bankowiec wzywa do umiaru i liczenia się z realiami, posługując się wynalazkiem arabskim - cyframi i dlatego podejrzenie o powiązania z islamistami razem z ich bakteriami i pasożytami jest niewątpliwie uzasadnione. Biada nam, biada! Są jeszcze miejscy rolnicy, ale nie zapowiadają żadnej rewolucji, za to chętnie się przyłączą do zwycięzców.

Taka oto wataha podąża w stronę ulicy Wiejskiej. Wyborcy mogą sobie z wielkiej ilości reflektantów na państwowy wikt metodą „chybił-trafił” skompletować kolejną obsadę fabryki absurdów. Kończąc obecną kadencję pani marszałek z wielką dumą wymieniała ogromną liczbę ustaw, wypoconych w zbiorowym trudzie przez wybrańców narodu. Następna kadencja zapowiada się pod tym względem na jeszcze bardziej obfitą. Ile z tych, pożal się Boże, aktów prawnych miało jakiś sens - nie powiedziała. Wydaje się, że posłowie stwarzają problemy po to, żeby je wśród awantur i kłótni rozwiązywać, życie zaś, które nie da się regulować ustawami, przynosi proste rozstrzygnięcia. Przykład? Związki partnerskie, budzące niezdrową ciekawość sporej grupy posłów, którzy pod dyktando kleru z lubością wielką zaglądają pod kołdry - nie potrzebują sejmowej awantury. One po prostu są i będą, bo przecież zawsze były, nawet wtedy, gdy nie tylko Sejm, ale i Polska nie istniała. Posłowie w niczym im nie pomogą, a tylko jeszcze bardziej skomplikują życie. W takich działaniach są naprawdę dobrzy i fachowi. Ale tę i inne kompromitacje niewysokiej izby można byłoby znieść, gdyby nie patriotyczny i religijny sos, którym polewa się sejmowe pyskówki. Każdy parlamentarzysta, który wdrapie się na mównicę, wie, czego Polacy chcą, jakie mają zdanie na wszelkie tematy i nawet czasem pamięta, jaki okręg reprezentuje. No i oczywiście ustawiczne powoływanie się na kanony wiary katolickiej, Jana Pawła II, Piłsudskiego naprzemiennie z Dmowskim, tradycję, rodzinę, sztandary, hymny, godło. Polski powierzchowny „patriotyzm” służy jako proszek do prania politycznych adwersarzy. A brudów wszędzie coraz więcej.

Ci naiwni Polacy, którzy dali się wciągnąć w przedwyborcze zapasy w błocie wkrótce przeżyją rozczarowanie. Szkoda tylko, że w tym tumulcie stratowano wiele przyjaźni i znajomości, że rozlało się szeroko szambo nienawiści i że wielu wyjdzie z tej awantury mocno poobijanych. Zdajmy sobie sprawę, że stawiając w niedzielę krzyżyk przy nazwisku, wybierzemy ludzi, którzy od poniedziałku zajmą się głównie sobą. My, obywatele, zajmijmy się Polską, bo ona dzięki naszej pracy, dziś wygląda jak nigdy dotąd.

Antoni Kopff Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.