piątek, 27 listopad 2015 16:13

Do przeczytania jeden Kopff: Kabaret?

Napisane przez  Antoni Kopff

Wydawać by się mogło, że dla wszelkiej maści wesołków: satyryków, kabareciarzy, dowcipnisiów i felietonistów, nadeszły czasy żniw. Wszyscy oni żywią się bowiem wydarzeniami bieżącymi, a te obfitują w wypadki, które same w sobie są w gruncie rzeczy zabawne i śmieszne, jeśli spojrzy się na nie w miarę obiektywnie.

Oto obrazek z dni ostatnich. Miejsce akcji: plac przed Teatrem Polskim we Wrocławiu. Czas: godzina przed premierą spektaklu „Śmierć i dziewczyna”, zawierającego, jak uprzedzał afisz - sceny erotyczne. Występują: babcie z różańcami, łysi bojówkarze, policja i dyrektor teatru. W introdukcji: aktualny minister od kultury. W epilogu: widzowie. Rodzaj sztuki: happening katolicko-narodowy.

Minister: Nie pozwolimy, by pornografia gościła na scenie teatru utrzymywanego z pieniędzy podatników!

Babcie: Zdrowaś Mario, łaskiś pełna...

Dyrektor Teatru: Proszę umożliwić wejście widzom, bo wezwę policję!

Policja przybywa.

Łysi: Gestapo, Gestapo!!!

Babcie:...i błogosławiony owoc żywota twojego...

Łysi: Precz z komuną!

Policja rozpędza zgromadzonych.

Dyrektor Teatru (po spektaklu): Takiej promocji sztuki można tylko pozazdrościć! Dziękujemy panu ministrowi, krucjacie różańcowej, walecznym „patriotom” i sprawnym policjantom!

Widzowie teatralni: Zrobili nas w konia z tą pornografią. A tak chcieliśmy zobaczyć to... na żywo... Skandal!

Powiedzcie, czy to nie było śmieszne wydarzenie i czy pióro felietonisty ma szansę dorzucić jeszcze coś do tego obrazka? Można by od biedy opisać np. postać pana ministra, zwanego „Tabletem” - ale trzeba uważać! Jest on przecież wicepremierem nowego jak spod igły, a raczej Szydła - rządu i każde nieopatrznie wypowiedziane pod jego adresem słowo może skutkować zakończeniem zatrudnienia dziennikarza. Zresztą - cóż tam jakiś pismak! Sędziowie - ci dopiero będą mieć przechlapane! Już uchwalono wymianę prezesów i sędziów Trybunału Konstytucyjnego, a w kolejce czekają ci, którzy ongiś nieopatrznie zdecydowali o niepomyślnych dla obecnych władców wyrokach. Im się wydawało, że są niezawiśli! Jeśli nie zrozumieją sytuacji - zawisną na pewno! Scenę wieszania można by zainscenizować w na rynku staromiejskim, choć mógłby zaprotestować episkopat, pamiętający że było to miejsce stracenia zdrajców biskupów w czasie kościuszkowskiej insurekcji. Ale od czego jest całkiem nowa polityka historyczna – zamiana zdrajców w patriotów czy na odwrót, to pestka dla zdolnych, prorządowych tropicieli „prawdy”. A naród się znów będzie cieszył, jak wtedy...

A mnie wcale nie jest do śmiechu, bo moje zatrudnienie jako żartownisia stanęło pod znakiem zapytania. Za duża konkurencja, a ja tak zdolny nie jestem, by nadawać nowe znaczenia tradycyjnym pojęciom i czynić z nich parodie prowadzące do tzw. rozpuku. Do głowy by mi nie przyszło nazywać „sprawiedliwością” ułaskawienie p. Kamińskiego przed ogłoszeniem wyroku, bo to był kiepski żart. Ale patrzcie - ilu ludzi rozbawił! Pan prezydent zna się na żartach, bo sam przecież został głową państwa w wyniku dowcipnego pomysłu swego promotora. A ten pięknie tłumaczy wyborcom, że „demokracja” znaczy „dyktatura” i że właśnie tego chcieli. Oklaski! Jak w kabarecie...

Tymczasem rośnie grupa ludzi nieznających się na podobnych dowcipach. Ponuracy ci nie potrafią docenić starań rządu, który wiedząc, że nici z przedwyborczych obiecanek, stara się przynajmniej załatwić godziwą rozrywkę, i organizują ruch sprzeciwu, korzystając z Internetu, na razie jeszcze dostępnego. „Komitet obrony demokracji”- tak się nazywa to sprzysiężenie ludzi traktujących poważnie sprawy Rzeczpospolitej i głuchych na triumfalny rechot zwycięzców ostatnich (kto wie?) demokratycznych wyborów. Przybywa ich w imponującym tempie - około dziesięć tysięcy - dziennie!

Więc może trzeba się przyłączyć do nich? Mnie także nie bawią żarty z mojej ojczyzny.

Antoni Kopff 
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.