wtorek, Grudzień 11

Nagrody Południa z historią powstańczą w tle

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

Anna Tomasik

Dwadzieścia cztery lata temu ukazał się pierwszy numer tygodnika „Południe”. Aż trudno uwierzyć, że tak długo niezmiennie i dzielnie pełni rolę lokalnego obywatelskiego przekaźnika informacyjnego, że wciąż jest obecny na lokalnym rynku prasowym i nie zmiotła go żadna polityczna zawierucha. Od lat też przyznawane są prestiżowe Nagrody Południa, które – jak podkreśla Andrzej Rogiński, redaktor naczelny „Południa” – z jednej strony jest publiczną formą podziękowania laureatom za ich aktywność lokalną, a z drugiej formą upowszechniania wartości niesionych przez tychże laureatów.

W miniony czwartek, 10 maja w gościnnych progach Multimedialnej Biblioteki dla Dzieci i Młodzieży nr XXXI przy ulicy Tynieckiej na Mokotowie odbyła się uroczysta, 19. już z kolei edycja wręczania corocznych Nagród Południa. Tegoroczna gala wręczania Nagród Południa obfitowała wprawdzie w szereg atrakcji, ale i była też pełna refleksji, wspomnień i zadumy nad przemijaniem, nad historią Warszawy. Motywem przewodnim było Powstanie Warszawskie.

– Witam bardzo serdecznie tych, którzy kochają Warszawę oraz tych, którzy kochają prasę lokalną i oczywiście „Południe”. Jesteście przyjaciółmi „Południa” i nie tylko. Znacie się, przyjaźnicie i nawzajem szanujecie. Widziałem, jak się dzisiaj witaliście ze sobą, uśmiechnięci, zadowoleni. Emanuje z was taka serdeczność. Witam też burmistrzów naszych trzech dzielnic: Mokotów, Ursynów, Śródmieście – powiedział na wstępie Andrzej Rogiński, red. naczelny tygodnika „Południe Głos warszawiaków”. Nie zapomniał też o niedawno obchodzonym Dniu Bibliotekarza.

– Złóżmy oklaskami życzenia wszystkim bibliotekarzom. Jesteśmy w końcu w jednej z najlepszych bibliotek Warszawy! – poprosił redaktor Rogiński.

Kapitułę Nagrody Południe tworzą dotychczasowi laureaci. I tradycyjnie oni też wręczali je w tym roku.

– Kiedy tu przyjechałem, artyści, którzy później wystąpią dla państwa, akurat grali i śpiewali na próbie jedną z najpiękniejszych piosenek w literaturze muzycznej „Sen o Warszawie”, która stała się też niepisanym hymnem Legii. Tych piosenek jest bardzo dużo i można o nich długo by mówić, poczynając od Rozgłośni Harcerskiej aż do Jedynki Muzycznej Polskiego Radia. Ale myślę, że żadne laudacje nie są potrzebne, jeśli chodzi o tego właśnie twórcę polskiej piosenki, autora znakomitych tekstów – podkreślił Andrzej Frajndt wręczając Markowi Gaszyńskiemu Nagrodę Południa za „promocję polskiej muzyki”.

– Dziękuję za to wyróżnienie. Witam przede wszystkim młodzież, z którą bardzo lubię współpracować, bo ona zupełnie inaczej reaguje niż dorośli, więc mam nadzieję, że jak skończę to dostanę kilka oklasków. – powiedział Marek Gaszyński – Całe moje życie spędziłem z muzyką. Od wczesnego dzieciństwa moja mama popierała moje zainteresowania jazzowe i trochę rock’n’rollowe. Jak doszedłem do matury to mogłem iść na dwa kierunki studiów: na jazz i na brydża. Ale żadnego z nich nie było w Polsce. Chciałem jechać zagranicę, ale też mnie nie puścili. I w końcu poszedłem na socjologię, bo się dowiedziałem, że są to lekkie, łatwe, przyjemnie i takie rozrywkowe studia, że nie trzeba dużo się uczyć, a dostaje się magistra. No to skończyłem socjologię i filozofię. Ale na nic mi się to przydało. Bo całe moje życie to radio, pisanie tekstów piosenek i książek, koncerty. Dzięki muzyce zwiedziłem kawałek świata i zarobiłem jakieś pieniądze.  No i dzięki muzyce tutaj właśnie jestem. Kiedy byliśmy pokoleniem lat 60-tych i tworzyliśmy piosenki, nie wiedzieliśmy, że one przetrwają dłużej niż kilka miesięcy. A niektóre z nich mają już ponad 60 lat! Był w nas wtedy jakiś entuzjazm olbrzymi. Nie robiliśmy niczego dla pieniędzy. Nie było nawet takiego pytania „za ile?”. Robiliśmy to, co lubiliśmy, bo to była nasza pasja. I to jest najsilniejszy motyw, który napędza. Bardzo dziękuję za tę nagrodę .

– Nagrody mają to do siebie, że niektóre nobilitują laureatów, ale i są takie, których laureaci nobilitują te nagrody. Sam jestem laureatem Nagrody Południa i jestem z niej bardzo dumny. Myślę, że laureat, któremu przyszło mi dzisiaj wręczać tę nagrodę jest do mnie trochę podobny – żartował Marek Szymański po czym nagrodę za „dzielność i niezłomność w walce o dobro pacjentów” wręczył dr Stanisławowi Rubkiewiczowi.

– Proszę Państwa, całe swoje życie poświęciłem walce o dobro pacjenta. Po studiach zostałem wrzucony na głęboką wodę i od razu w Instytucie Kardiologii w Aninie wprowadzono mnie do grupy prof. Zbigniewa Religi, gdzie jako młody lekarz zajmowałem się pacjentami. Przygotowywałem ich do transplantacji serca, a później opiekowałem się nimi, jak wracali z Zabrza. – powiedział dr Stanisław Rubkiewicz – Trzy lata później spotkałem grupę wspaniałych ludzi, którzy zakładali fundację Armii Krajowej. Byli to łagiernicy. I właśnie oni, w 1988 roku, 30 lat temu wydali mi rozkaz, że mam ją prowadzić. Poznałem w życiu wielu wspaniałych, niezłomnych ludzi. Godzinę temu moją ostatnią pacjentką była blisko 100-letnia nasza lekarka, pracująca z nami do 1995 roku. Pięć lat spędziła w obozie koncentracyjnym w Ravensbrück, gdzie każdy dzień wydawało się będzie jej ostatni, ale przeżyła. Do tej pory jest osobą tak optymistyczną, że po wizycie w dniu dzisiejszym umówiliśmy się, że wróci ponownie do pracy! Mieliśmy przychodnie w Wilnie, na Białorusi i kilka w Polsce. W tej chwili mamy kilka tysięcy pacjentów, a ich średnia wieku to prawie 90 lat. Osobiście prowadzę pięciu 100-latków. Tę Nagrodę przyjmuję w imieniu całego zespołu, bo są to wspaniali ludzie, a ja jestem tylko wierzchołkiem góry lodowej. Jest dziś wśród nas pan Roman Darowski, wiceprezes fundacji, któremu również dziękuję. Marszałek Józef Piłsudski kiedyś powiedział, że jak ktoś wygra bitwę i spocznie na laurach to przegrywa. Jak ktoś przegra bitwę, a nie ugnie się, to jest to zwycięstwo. Myślę, że gazeta „Południe”, która tych bitew trochę odbyła i walczy, nigdy nie spoczęła na laurach. I jest to gazeta, która ujęła się za mną w trudnej sytuacji życiowej. Siedem lat walczyłem w sądzie o sprawiedliwość z Narodowym Funduszem Zdrowia, bo zostałem oskarżony o przepisywanie zbyt kosztownych leków obrońcom Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej. Jedyna gazeta „Południe” towarzyszyła mi od pierwszego dnia tej walki aż do zwycięstwa. Pani Anna Tomasik, która jest tutaj na sali, pięknie to opisywała w swoich artykułach na łamach właśnie „Południa”. Bardzo dziękuje Kapitule za tę nagrodę.

Z rąk Piotra Miksa nagrodę za „inicjatywy na rzecz powstańców warszawskich” odebrał Rafał Szczepański, znany ze swojej działalności społecznej dla miasta Warszawy, prezes Fundacji Pamięci o Bohaterach Powstania Warszawskiego. To właśnie on ze swoich prywatnych pieniędzy na niemieckim e-bayu kupił za kilka tysięcy euro nieznany polskim historykom unikalny zbiór niemieckich dokumentów zatytułowanych „Raport o Warszawie”, z którego wynika, jak Niemcy planowali metodycznie zniszczyć Warszawę i symbole polskości takie, jak Zamek Królewski.

– To jest Nagroda, która mnie wzrusza. Bo to jest nagroda warszawska. Powstanie Warszawskie, o którym dziś mówimy i te inicjatywy, które mnie interesują właśnie są ściśle związane z Warszawą. Dziesięć lat temu zorganizowaliśmy pierwszą dużą akcję społeczną „Stop Janosikowemu”. Zebraliśmy 157 tysięcy podpisów pod projektem obywatelskiej ustawy dotyczącej podatku janosikowego, który jest absurdalny, krzywdzi Warszawę, który zabrał Warszawie 10 miliardów złotych przez kilkanaście lat. Udało nam się obronić  w części janosikowe dla Mazowsza. Tematem najbliższym mojemu sercu jest sprawa Powstania Warszwskiego. Wszyscy, jeżeli jesteśmy warszawiakami, to w pewnym sensie obciążeni jesteśmy historią i spuścizną powstania. To są nasze rodziny, to jest miasto Warszawa, domy, zniszczenia, heroizm, etos. Powstanie Warszawskie to jest nasze DNA. Pracuję ze Związkiem Powstańców Warszawskich. Wspomagam ich i nie chodzi tu tylko o pomoc finansową, ale o to, żeby z tymi ludźmi być. Bo mam często takie wrażenie, że powstańców warszawskich traktuje się jak scenografię obchodów 1 sierpnia. Oni przychodzą na godzinę W, stoją wyprostowani. I tego1 sierpnia wszyscy chcą sobie z nimi zrobić zdjęcie, a potem przez cały rok nikt o nich nie pamięta. To są starsi ludzie, powyżej 90. roku życia, często samotni i pozbawieni wystarczających środków do życia. Bez pomocy i w samotności walczą z dniem codziennym. Tak nie może być! To jest sytuacja niedopuszczalna, żeby nasi bohaterowie byli pozbawieni realnej pomocy. Nie chodzi o to, byśmy mówili, że ich kochamy i szanujemy, tylko, żebyśmy im pomagali. To są żołnierze, a oni są godni i nie potrafią prosić o pomoc, nie są roszczeniowi – wyznał Rafał Szczepański.

– Żeby nie jego determinacja i upór to metra byśmy w Warszawie nie mieli. No, może mielibyśmy pół pierwszej linii – zdradził Andrzej Rogiński podczas wręczania przez Grażynę Dubrawską-Zgołę Nagrody „za metro” Jerzemu Majewskiemu, który do 16 stycznia 1991 był podsekretarzem stanu w MBiPMB i jednocześnie pełnomocnikiem rządu ds. budowy metra w Warszawie, a od 1995 roku członkiem Rady Naukowo-Konsultacyjnej przy zarządzie Warszawskiego Metra i członkiem Społecznego Komitetu Budowy Metra.

    W imieniu Kapituły Wiktor Czechowski wręczył nagrodę „za dbałość o humor warszawski, za Wiechowisko” Maciejowi Gąsiorkowi, aktorowi Teatru Rampa na Targówku, którego w 1994 roku z Gdyni ściągnął do stolicy sam mistrz Adam Hanuszkiewicz, proponując mu rolę Ślaza w realizowanym przez siebie spektaklu „Lilla Weneda” i jednocześnie etat w teatrze.

– Bardzo serdecznie dziękuję za tą niezwykłą Nagrodę. Teatr Rampa, w którym pracuję od dziesięciu lat, ma przed swoim frontem park Wiecha. Poproszono mnie o poprowadzenie imprezy cyklicznej w tym parku i jednocześnie bym pomyślał o rozwoju widowiska, które tam by się odbywało w stylu starej Warszawy. Park Wiecha, Stefan Wiechecki i pierwszy pomysł na scenariusz aktorski. Tak narodził się pomysł o Turnieju Wypowiedzi Satyrycznej o laur Wiecha, który w tym roku ma już trzecią edycję. Ta impreza satyryczno-kabaretowa nam się powolutku na Targówku rozrasta i mamy coraz więcej wspaniałych prezentacji. Żeby państwu pokazać, czym jest ten turniej zaprosiłem laureatkę jego II edycji, zdobywczynię lauru Wiecha w kategorii „Śmieszna piosenka” – powiedział  Maciej Gąsiorek.

Po chwili na scenie pojawiła się dama w średnim wieku, czyli Beata Łubczonek z Mokotowa wcielająca się w postać „teściowej” oraz Marcin Milanowicz w roli zięcia i akompaniujący jej na gitarze. Razem tworzą zespół „Teściowa Śpiewa”. Teksty piosenek, które składają się na autorski repertuar zespołu są „pióra” pani Beaty, która – jak podkreślił Maciej Gąsiorek – tworzy historię współczesnej Warszawy, używając gwary warszawskiej, w której kiedyś się zakochała. „Tango veturilo”, czyli piosenka nawiązująca do wpisania w nowe zasady korzystania z warszawskich rowerów miejskich Veturilo zakazu korzystania z nich przez osoby o wadze powyżej 120 kg, w wykonaniu „teściowej” porwało publiczność do wspólnej zabawy. Były brawa i okrzyki zachwytu, a niestrudzony w pomysłach Boguś Żmijewski tym razem udawał bębniarza, wystukując rytm na swoich kolanach.

Franciszek Maśluszczak wyznał, że Galeria Sztuki dla dorosłych i dla dzieci na Ursynowie to jedno z piękniejszych jego zdaniem miejsc w Warszawie, w którym kwitnie sztuka i gdzie cały czas jest ferment artystyczny. Po czym z nieskrywaną dumą wręczył Nagrodę Fredo Ojdzie „za promocję współczesnej sztuki”.

– Szanowni Państwo! Sztuka ma swoją moc sprawczą, siłę przekazu, możliwości prowadzenia dyskursu. Sztuka bezustannie definiuje swój sens i nadzwyczajną wartość ku oburzeniu krytyków i niektórych artystów. Sztuka jest faktem. Twórczość jest procesem. Wiemy, jaki jest dzisiejszy obszar sztuki. Na pewno nie wiemy, jaki będzie. Zadecyduje o tym przyszłość, a więc twórczość. Sztuka mówi o tym, co istnieje, a twórczość o tym, co czynić. Twórczość jest wartością abstrakcyjną naszego intelektu, pozwalającą na konstruowanie informacji przekazu lub odbioru. Twórczość przeciwstawia się stereotypom, wprowadza do zbioru sztuki informację asymetryczną. Artysta tworząc materialny zapis, dzieło, wprowadza własną informację do zbioru sztuki. Odbiorca czyta zapis informacyjny poprzez własną osobowość emocjonalną, intelektualną. Artysta codziennie udowadnia, że sztuka zbliża i czyni każdego z nas lepszym. Serdecznie dziękuję kapitule za wyróżnienie mnie Nagrodą Południa – odczytał autorskie podziękowania Fredo Ojda.

    – Są takie fajne adresy edukacji kulturalnej. W warszawskich łazienkach spotkałam kilka lat temu młodzież, która w amfiteatrze zaprezentowała musical „Grease” na bardzo wysokim poziomie, więc chciałam się dowiedzieć, skąd oni są i czemu mają taki wysoki poziom artystyczny. I opowiedzieli mi, że właśnie wrócili z Londynu, gdyż chcieli uczyć się u najlepszych, więc pojechali zobaczyć jak się tam gra. I zdobyli copyright, żeby zgodnie z prawem zagrać to w Warszawie, że trzeba się rozwijać, a nie stać w miejscu. I założyli teatr. Ćwiczą z młodzieżą w Młodzieżowym Domu Kultury przy ulicy Łazienkowskiej 7. To jest miejsce niezwykłe i zespół niezwykły. Tam też są wyjątkowi artyści, niektórzy mają doktoraty. To energiczni społecznicy – w telegraficznym skrócie działalność placówki kulturalnej przy ulicy Łazienkowskiej 7 nakreśliła Anna Michalak, wręczając jej dyrektorce, Honoracie Waszkiewicz Nagrodę „za edukację kulturalną i ekologiczną”.

– Bardzo dziękuję. Zupełnie nie spodziewałam się takiego wyróżnienia, że znajdę się wśród tak wspaniałych ludzi, którzy tyle dla Warszawy zrobili. Pracując w Ośrodku Kultury Ochoty ujęła mnie szczególnie nagroda za działania na rzecz dobra wspólnego. To dobro wspólne było dla mnie ważne, ale i też ważni byli ludzie, którzy czasami może wbrew wszystkiemu i wszystkim potrafili znaleźć swój cel i działać. I tacy są właśnie młodzi ludzie, którzy działają w MDK-u: odważni, odpowiedzialni, pracowici, sięgają po najlepsze. I nie będę skromna, jeśli powiem, że ten śródmiejski teatr muzyczny to fenomen na skalę kraju. Oni zdobywają licencję, sami opracowują wnioski. Właśnie jadą do Londynu, który rekomenduje nas w Nowym Jorku. Ujmuje mnie w tych młodych ludziach to, że oni robią coś dla innych, pracują cały rok ciężko, by ten spektakl pokazać trzy razy, czasami nawet sześć razy, ale i też pamiętają o innych, którzy potrzebują pomocy. W ubiegłym roku we wrześniu zagraliśmy spektakl „FootLoose”, gdzie zbierane były cegiełki na wózek elektryczny dla naszej sąsiadki z Powiśla. I młodzież sama zdecydowała o tym, że ten spektakl będzie dla pani Eli. Dla mnie jest ważne, żeby wspomóc tych, którzy działają dla innych, bo chyba tylko to umiem robić – nie kryła wzruszenia dyrektor MDK im. Władysława Broniewskiego.

Z kolei Beata Michalec, prezes Towarzystwa Przyjaciół Warszawy, odebrała z rąk Anny Rumińskiej Nagrodę „za rozwój Towarzystwa Przyjaciół Warszawy”:  – Dziękuje bardzo Kapitule, gazecie, a przede wszystkim swoim koleżankom i kolegom z Towarzystwa Przyjaciół Warszawy. W organizacji jest nas ponad tysiąc osób, ale wiemy, ile osób liczy miasto, więc wszyscy jesteśmy przyjaciółmi Warszawy. Dla mnie osobiście TPW to wspaniała wielka organizacja społeczna, gdzie wszyscy jesteśmy społecznikami i gdzie możemy realizować swoje pasje związane z miastem, ale przede wszystkim kultywować tradycje i historię – wyznała z niezwykłą skromnością tegoroczna laureatka. W telegraficznym skrócie scharakteryzowała również najważniejsze przedsięwzięcia, które niebawem TPW będzie realizowało. Oczywiście nie zabrakło też wątku o powstańcach warszawskich.

– Właśnie rusza wielki projekt „Warszawa- miasto artystów”, wielka uczta intelektualna dla nas wszystkich. Będą to spacery, wykłady, opowieści o artystach, których już nie ma w Warszawie, ale którzy tu byli i zachowały się miejsca z nimi związane. Rusza również projekt „Warszawa, której nie ma”, dotyczący dziedzictwa kulturowego. Będziemy poznawali historię Warszawy, a zwłaszcza postać profesora Jana Zachwatowicza. Od pięciu lat organizowany przez TPW jest wielki projekt varsavianistycznej szkoły. W tym roku przyznamy 120 certyfikatów warszawskim placówkom oświatowym za realizację edukacji varsavianistycznej. Edukujemy młodzież tak, żeby szanowała to miasto, kochała je i opowiadała najwspanialsze historie z nim związane. Problem powstańców warszawskich jest też bardzo bliski całemu TPW, bo zakładali je właśnie powstańcy warszawscy, żołnierze AK i ludność cywilna. Wśród nas był Kazimierz Leski, Kazimierz Jankowski „Agaton” i prof. Stanisław Lorentz. Na jesieni 2017 roku złożyliśmy wniosek do Rady Warszawy o utworzenie dziennego domu pomocy wsparcia powstańcom warszawskim. I taki dom będzie w Warszawie przy ulicy Hrubieszowskiej. Robimy wszystko, co jest w naszej mocy, aby nie zapominać o powstańcach i ich wspierać – podkreśliła Beata Michalec.

Któż z nas, mieszkańców Warszawy, nie kojarzy tytułu prasowego „Stolica”, który nie dość, że zajmował się tylko tematyką warszawską, to był pierwszym na świecie tygodnikiem poświęconym jednemu miastu.

– Wszyscy chyba wychowaliśmy się z czasopismem „Stolica”. Pierwszy numer Warszawskiego Tygodnika Ilustrowanego „Stolica” ukazał się w 1946 roku. Krótko w latach 50-tych ukazywał się jako dwutygodnik. Rewolucja 1989/90 zmiotła to czasopismo. Obecnie ukazuje się pod nazwą Warszawski Magazyn Ilustrowany „Stolica” – przypomniał krótko historię czasopisma Jerzy Goździk, wręczając jednocześnie Ewie Kielak-Ciemniewskiej nagrodę „za przywrócenie do życia magazynu „Stolica”.

– Dziękuję bardzo za tę Nagrodę, za to wyróżnienie. Kiedy wysiłek i praca taka na co dzień zostaje doceniona, to jest to bardzo miłe. A to, że została doceniona jeszcze przez jakąś inną redakcję i fachowców, którzy zawsze są bardzo krytyczni, i profesjonalnie potrafią to wszystko ocenić, to jest to wyróżnienie tym bardziej cenne. I dziękuję, że znalazłam się tutaj w tym gronie wyróżnionych. Jestem redaktorem naczelnym i wydawcą „Stolicy”. Po szesnastu latach nieistnienia pisma przywracała go cała grupa varsavianistów, którzy mnie do tego namówili i wprowadzili na tą kamienistą drogę. Odbieram tę Nagrodę również w przeświadczeniu, że jest ona i dla nich. Bo to cała grupa znakomitych ludzi, którzy stwierdzili, że to pismo warszawskie musi zostać przywrócone, gdyż wśród mieszkańców Warszawy jest grupa czytelników, która oczekuje takiego pisma. Jeszcze raz bardzo dziękuję i polecam wszystkim miesięcznik „Stolica” – powiedziała Ewa Kielak-Ciemniewska, redaktor  naczelna i wydawca „Stolicy”.

Laureaci weszli na scenę gdzie otrzymali Lustra Południa.

– Otrzymujecie je po to, byście mogli spojrzeć  w to lustro w każdym dniu swego życia bez obrzydzenia moralnego – podkreślił z uśmiechem na twarzy Andrzej Rogiński.

Ku uciesze zebranych również Marek Gaszyński osobiście zaprezentował wiersz o redaktorze naczelnym „Południa”, za co publiczność nagrodziła go gromkimi brawami.

W tym roku aż cztery osoby zostały wyróżnione Nagrodą Redaktora Naczelnego.

– Oni w tej kadencji, która teraz się kończy, budują domy kultury. Dom Kultury „Kadr” już jest wybudowany i działa, co zresztą może poświadczyć jego dyrektor, Zbigniew Darda. Na Zielonym Ursynowie przy ulicy Kajakowej również już jest dom kultury. I kolejny dom kultury buduje się też na tzw. wysokim Ursynowie, gdzie burmistrz spogląda z okna ratusza na postępy prac związanych z jego realizacją. Obaj co roku w imieniu samorządu dzielnicowego udzielają wsparcia umożliwiającego realizację uroczystości  przyznania Nagród Południa. Teraz też.  – stwierdził Andrzej Rogiński.

Po chwili padły nazwiska: Robert Kempa, burmistrz Dzielnicy Ursynów i Bogdan Olesiński, burmistrz Dzielnicy Mokotów. Obaj uhonorowani zostali Nagrodę Redaktora Naczelnego „za mecenat nad kulturą”.

– Praca w samorządzie ma taką specyfikę, że jak wszystko idzie dobrze, to nikt do nas nie zachodzi bo i po co tracić czas?  Zwykle przychodzą osoby, które mają jakieś wymagania. Nam czasami się ten obraz trochę zaburza, bo my uważamy, że to tak w ogóle świat wygląda i jak dochodzi do takiego momentu, jak dzisiaj, to cieszymy się bardziej jak dzieci. I ja w sobie taką radość dziecięcą mam, bo naprawdę rzadko się zdarza, żeby gdzieś nasza praca została dostrzeżona i w dodatku jeszcze nagrodzona nagrodą redaktora naczelnego najstarszych lokalnych gazet. A cóż robi taka lokalna gazeta? Jest po prostu przekaźnikiem informacji od mieszkańców. Te nagrodę traktujemy więc jak nagrodę od mieszkańców naszych dzielnic. Bardzo pięknie dziękujemy. Na pracę burmistrza pracuje bardzo wiele osób i ja tutaj w ich imieniu spijam cały ten splendor, ale też chciałbym w ich imieniu panu podziękować – wyznał z rozbrajająca szczerością Bogdan Olesiński, burmistrz Dzielnicy Mokotów.

– Nie odniosę się bezpośrednio do słów Bogdana, bo ja nie wiem, jak to jest, ale mnie codziennie odwiedzają mieszkańcy, żeby mi podziękować jak to dobrze się dzieje na Ursynowie. Szanowni Państwo, cieszę się, że akurat jesteśmy na Mokotowie i cieszę się, że jako dzielnica, która powstała formalnie z Mokotowa, mamy okazję też tak przyjaźnie rywalizować ze sobą. Była tutaj mowa, że jesteśmy w fantastycznej bibliotece na Mokotowie, ale jest to druga najlepsza biblioteka w Warszawie po… ursynowskiej oczywiście bibliotece! Mam nadzieję, że w przyszłym roku będziemy mogli też wyprzedzić Mokotów, bo rzeczywiście teraz ważny jest ten dom kultury „Kadr” jeśli chodzi o inwestycje, no, ale jak powstanie nasz, ten na tyłach ursynowskiego urzędu dzielnicy to wiadomo, kto będzie najlepszy! Bardzo serdecznie dziękuję za tę nagrodę i jednocześnie chcę powiedzieć, że przeglądając ostatni numer „Południa” tak dobrej jedynki dawno nie widziałem! – w nieco żartobliwym tonie przemówił Robert Kempa, burmistrz Dzielnicy Ursynów.

Na Mokotowie znajduje się ogólnonarodowa instytucja, która wpisała się w całe minione stulecie. Niezwykle istotna instytucja, gdyż spełnia ona misję publiczną. – Tam właśnie stała  się rzecz fantastyczna!  Otóż w Polskim Radio, bo o nim mowa, powstało Studio Piosenki Teatru Polskiego Radia. Młodzi ludzie wręcz rewelacyjnie śpiewają tam polskie piosenki.

Dzięki tej wspaniałej inicjatywie emitowany jest świetny program misyjny.

Nagrodę Redaktora Naczelnego „za drugą młodość piosenki w teatrze wyobraźni” otrzymali: Janusz Kukuła, dyrektor Teatru Polskiego Radia i Janusz Gast, reżyser, scenarzysta inicjator Studio Piosenki Teatru Polskiego Radia.

– To studio powstało dzięki temu, że pan dyrektor ochoczo przyjął ten projekt, który dzisiaj można powiedzieć, jest naszym wspólnym projektem. I pan dyrektor również niesamowicie włączył się w to, co się dzieje. A dzieje się naprawdę wiele w Studio Piosenki Teatru Polskiego Radia. Odbyły się do tej pory przez te dwa lata 24 koncerty. Te koncerty pokazują, że odkurzamy polską piosenkę artystyczną. Specjalnie nie używam słowa „dobrą”, bo dobra piosenka to jest dla różnych odbiorców różna. Odkurzamy naszym zdaniem najwspanialsze perły polskiej piosenki, znakomitych autorów tekstów i równie znakomitych kompozytorów. Część z nich już niestety odeszła, ale część żyje i nadal tworzy. Dzisiaj usłyszycie państwo tylko dwoje wykonawców: Martę Kostur, absolwentkę Uniwersytetu Artystycznego z Poznania i Łukasza Jemiołę z Lublina, który jest nauczycielem, piosenkarzem, kompozytorem. Oni są przykładem tego, co my robimy w Studio Piosenki Teatru Polskiego Radia. Zapraszamy do studia wspólnie z Januszem tych ludzi, którzy są rozsiani po całej Polsce, a naszym zdaniem są najlepsi. To właśnie Warszawa, jako pierwsza  i Polskie Radio, które ma nieocenione zasługi dla promowania polskiej piosenki powinno ich w pierwszej kolejności pokazywać, a niestety, przez ostatnie dwadzieścia kilka lat bywało różnie z tą piosenką nie tylko w mediach radiowych, ale i również tych telewizyjnych. I dlatego tym bardziej jest to bardzo cenne, że pozwolono nam pokazywać niezwykłych, wspaniałych młodych ludzi obdarzonych wielkim talentem i do tej pory nieznanych szerszej publiczności. Oglądamy wielkie festiwale i wielkie imprezy organizowane przez miasta, dzielnice, a tam rzadko się pojawiają te „perełki”. W nowej Polsce, w której żyjemy przez te dwadzieścia parę lat, zapomniano, że mistrzowie kiedyś odejdą ze sceny estradowej, i że w ich miejsce powinni pojawiać się nowi przyszli mistrzowie. I tacy właśnie dzisiaj przed państwem obydwoje wystąpią z programem jednego z koncertu piosenek, który poświęciliśmy obecnemu tutaj Markowi Gaszyńskiemu. Wszystkie nasze koncerty transmitowane są na żywo przez Jedynkę PR. I prawie wszystkie nasze koncerty prowadzi Paweł Sztompke, wybitny dziennikarz muzyczny, który wie prawie wszystko o polskiej piosence artystycznej – zwrócił uwagę Janusz Gast. Przy okazji zdradził, że pierwszego koncertu Studia Piosenki Teatru Polskiego Radia słuchało ponad 150 tysięcy ludzi, a obecnie słucha ich blisko milion osób.

– Chciałbym bardzo pogratulować i wyrazić słowa szacunku, podziwu dla wszystkich państwa, których miałem szczęście zobaczyć dzisiaj. Jesteście narodowym skarbem. To, co robicie jest bezcenne. Każdy z was w tym co robi jest naprawdę wspaniały.  Ale… Państwo wiedzą, że najważniejsze jest właśnie po słowie „ale”. A więc jestem odrobinę szczęśliwszy dzisiaj, bo wy zasłużyliście na te nagrody ciężką i wieloletnią pracą, a ja niczym. Bo otrzymać nagrodę nie zasłużoną to dopiero jest szczęście. Bardzo więc za nią dziękuję – żartował Janusz Kukuła, dyrektor Teatru Polskiego Radia. – Mamy dwa skarby: rozum i słowa. Z pierwszego korzystamy sami, a słowami możemy pomagać innym. Ja mam taki defekt, że mam tylko to drugie – wyznał po chwili z szelmowskim uśmiechem na ustach.

W części artystycznej wystąpili Marta Kostur i Łukasz Jemioła, którzy przypomnieli tak dobrze znane polskie piosenki, plasujące się niegdyś na czołowych miejscach Krajowej Listy Przebojów. Teksty tych piosenek wyszły „spod pióra” Marka Gaszyńskiego.

Łukasz Jemioła w towarzystwie starej jak świat gitary, takiej samej, jaką pochwalić się mógł przed laty zespół „Czerwone Gitary”, zaprezentował między innymi: „Przed pierwszym balem” (muzyka: Seweryn Krajewski) i „Jesień idzie przez park” (muzyka: Krzysztof Klenczon) z rep. Czerwonych Gitar oraz  „Nie mówię żegnaj” z rep. Jacka Lecha (muzyka Maciej Kossowski i on też był pierwszym wykonawcą tego utworu, ale spopularyzował go w 1970 roku właśnie Jacek Lech).

Marta Kostur swoją charyzmą i unikalną barwą głosu urzekła nie tylko publiczność, ale i samego Marka Gaszyńskiego, który pod jej adresem nie szczędził komplementów. W jej wykonaniu usłyszeliśmy: „Gdzie się podziały tamte prywatki” z rep. Wojciecha Gąssowskiego (muzyka Ryszard Poznakowski) i „Klęcząc przed tobą” z rep. Czesława Niemena & Akwarele (muzyka Czesław Niemen).

Gwoli informacji: wszystkie te szlagiery utrwalone zostały przed laty na winylowych krążkach „Polskich Nagrań”.

Miłą niespodziankę sprawił też wszystkim Janusz Szrom, pierwszy wokalista jazzowy w Polsce, który zaśpiewał „Sen o Południu” autorstwa Marka Gaszyńskiego, będący parafrazą słynnego przeboju Czesława Niemena „Sen o Warszawie”. Burza oklasków zdawała się nie mieć końca.

Ten niecodzienny koncert odkurzonych przebojów zakończył duet Łukasz Jemioła & Janusz Szrom, śpiewając „Sweet Home Chicago”, pierwszy standard bluesowy nagrany w 1936 roku przez Roberta Johnsona. Co ciekawe, mimo niejednoznaczności oryginalnych tekstów Johnsona, właśnie ta piosenka stała się popularnym hymnem miasta Chicago i doczekała interpretacji wielu artystów w różnych stylach.

Aby tradycji stało się zadość nie zabrakło też lampki wina i słodkości dla podniebienia od zaprzyjaźnionej cukierni „Antolak”, którymi tym razem mogliśmy delektować się w ogrodzie mokotowskiej biblioteki.

Fot. Janusz Kurzawa

Udostępnij

About Author

Comments are closed.