wtorek, Październik 22

Niestrudzony tropiciel absurdów codzienności

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

Rafał Dajbor

Gdyby żył, to w 2019 roku obchodziłby 90 urodziny. Stanisław Bareja, bo o nim mowa, choć nie żyje od ponad trzydziestu lat, wciąż cieszy się popularnością. Wciąż gdzieś słyszymy, że coś jest jak „z Barei”, lub jak „u Barei”. I nie jest to nigdy komplement, bo Bareja bezlitośnie piętnował w swoich filmach głupotę, nonsensy i wszelkie niedociągnięcia naszej codzienności.

Reżyser urodził się w Warszawie 5 grudnia 1929 roku. W początkowym okresie swojej twórczości kręcił komedie czysto rozrywkowe. Począwszy od lat 70. wszystko się zmieniło, a Bareję-rozśmieszacza zastąpił Bareja-satyryk. I to na tyle drapieżny, że trzy spośród jego filmów – „Brunet wieczorową porą”, „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz” i „Miś” uznawane są dziś za jeden z odłamów Kina Moralnego Niepokoju. Czyli nurtu, do którego zaliczają się m.in. „Barwy ochronne” Zanussiego, „Człowiek z marmuru” i „Człowiek z żelaza” Andrzeja Wajdy, a także filmy Holland, Kijowskiego, Kieślowskiego czy Falka.

W rozważaniach na temat twórczości Barei umyka nierzadko wątek varsavianistyczny. A przecież akcja wszystkich najważniejszych filmów tego reżysera toczy się w Warszawie. W komediach Barei możemy zobaczyć to, czego już dziś w Warszawie nie ujrzymy. Na przykład tramwaje w alei 3 Maja na Powiślu („Mąż swojej żony”, 1961) i na placu Grzybowskim („Miś”, 1980 i serial „Zmiennicy”, 1986). Budynek sklepu spożywczego przy Solcu („Co mi zrobisz jak mnie złapiesz”, 1978). Tzw. „Bułgarski Cyrk” przy Kruczkowskiego („Miś”). Komedie Barei można dziś oglądać także jako dokument Warszawy, której już nie ma.

Wielką siłą filmów Barei byli „jego” aktorzy. Należeli do nich przede wszystkim Wojciech Pokora, Krzysztof Kowalewski, Bronisław Pawlik, Stanisław Tym, Mieczysław Czechowicz i Wiesław Gołas. To jednak tylko połowa aktorskiego sukcesu kultowych filmów. Ta druga połowa to Mistrzowie Epizodu. Spośród kilkuset aktorów, którzy przewinęli się przez plany filmowe dzieł Barei, wyodrębnić można pewną podgrupę. To ci, którym dane było wypowiedzieć kwestie, które weszły do potocznej polszczyzny, zaczęły żyć własnym życiem. Posługujemy się nimi na co dzień w towarzyskich rozmowach. Wiemy, że to „z Barei”. Ale… kto to powiedział? Znamienne jest to, że wypowiedziane przez tych aktorów słowa prześcignęły dziś popularnością ich samych. Wciąż są powtarzane, znane, cytowane. Zaś ich wykonawcy przykryci zostali kurzem zapomnienia…

Tu pozwolę sobie na autoreklamę. Nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej ukazała się właśnie moja książka, zatytułowana „Jak u Barei, czyli kto to powiedział”, poświęcona barejowskim Mistrzom Epizodu. Jej bohaterami są m.in. Krzysztof Świętochowski, Jerzy Karaszkiewicz, Józef Nalberczak, Mariusz Gorczyński, Ludwik Pak, Wojciech Zagórski, Andrzej Stockinger i Eugeniusz Robaczewski. Wszyscy ci aktorzy już nie żyją. Wszyscy mieli okazję wypowiedzieć w filmach Barei „skrzydlate słowa”, które na co dzień funkcjonują w polityce, publicystyce, w internetowych memach, w codziennych rozmowach. Warto dowiedzieć się kim byli. Życiorysy bohaterów tej książki składają się zarówno z sukcesów, jak i dramatycznych wydarzeń, bo życie żadnego z nich nie było nudne! Jestem przekonany, że aktorzy ci, choć nie są dziś powszechnie znani, zasługują na to, by o nich pamiętać. Ich biografie pełne są niesamowitych przygód wojennych, aktorskich, czasem także obyczajowych… Warto je poznać. Zapraszam serdecznie do lektury!

Od redaktora: Rafał Dajbor w ciągu ośmiu lat współpracy z „Południem” ukończył mistrzowską szkołę dziennikarstwa. Nie przynudza, pisze na temat, wyciąga na jaw smaczki. Książka jest jakby zwieńczeniem jego solidnej pracy nad każdym tekstem.

O poziomie autorów „Południa” świadczą także książki. Ukazało się ich około 150; jest to liczba orientacyjna. Czy możecie wskazać Państwo inną gazetę lokalną z takim wynikiem. Przywołam więc następujące nazwiska: Lesław M. Bartelski, Monika Warneńska, Mariola Pryzwan, Czesław Mirosław Szczepaniak, Antoni Kopff, Marcin Popowski, Ewa Ziegler-Brodnicka, Jan Winiecki, Tadeusz Władysław Świątek, Rafał Podraza, Wojciech Dąbrowski. Książki napisali też fotoreporterzy: Leonard Karpiłowski i Andrzej Sitko. I ja popełniłem kilka.

Nie jestem w stanie wyliczyć wszystkich autorów, którzy pisali dla „Południa”. Ale oprócz wyżej wymienionych przywołuję ponadto: Marka Szymańskiego, Bogdana Żmijewskiego, Mariusza Zb. Zielińskiego, Jarosława Aleksandrowicza, Andrzeja Wiślińskiego, Andrzeja Kaczorowskiego, Mieczysława Wodzickiego, Jerzego Kraśniewskiego, Zofię Miętkiewicz, Michała Borzymińskiego, Mirosława Mirońskiego, Marię Jolantę Przybylską, Dariusza Maciejewskiego, Władysława Adamskiego, Tomasza Grochulskiego, Marcina Kalickiego, Jana Kurzawę, Daniela Łagę, Wojciecha Matyjasiaka, Przemysława Millera, Piotra Pieńkosza, Annę Tomasik. Oni także zapewniali wysoki poziom dziennikarstwa.

Dziękuję Im za współpracę.

Andrzej Rogiński

Udostępnij

About Author