Rok 2018 to rok wyborów samorządowych, które odbędą się na jesieni. Będzie to pierwszy sprawdzian sił między PiS i PO od czasu wyborów parlamentarnych, a co więcej – stawką wyborów będzie aż pięcioletnia kadencja. Oznacza to, że czeka nas prawie rok pełen obelg, wyzwisk, oskarżeń i propagandowych haseł, którymi będą się obrzucać dwa zwaśnione plemiona. Temu wszystkiemu będzie towarzyszyła nachalna kampania marketingowa, opłacona oczywiście z pieniędzy podatników. Czy możemy coś zrobić, aby warszawski samorząd nie stał się kolejnym „łupem” dla wiecznie nienasyconych partii politycznych?
Starożytni Rzymianie dobrze opanowali zasadę divide et impera – dziel i rządź. Dziś dwie największe partie usiłują nam wmówić, że musimy się opowiedzieć za którąś z nich i jednocześnie żyć w nienawiści do „tej drugiej”. Podsycając kolejne konflikty społeczne partyjni szefowie na każdym kroku kłócą Polaków, ponieważ te kłótnie są dla nich jedynym gwarantem istnienia. Im bardziej zastępczy temat, tym głośniej o nim krzyczą i tym silniej starają się spolaryzować społeczeństwo. Partie z zasady nie lubią samorządu lokalnego, bo wymyka się spod ich kontroli. Z tego względu nie szczędzą sił i środków, aby zdobyć przynajmniej te największe samorządy w Polsce, a w szczególności Warszawę.
Mieszkańcy stolicy coraz dobitniej pokazują jednak partiom, że nie zgadzają się na przenoszenie sejmowego stylu debaty na grunt lokalny. Ostatnie wybory samorządowe udowodniły rosnącą siłę lokalnych komitetów, skupiających się na konkretnych problemach mieszkańców, a nie na partyjnych wojenkach. W radach dzielnic ruchy lokalne są już trzecią siłą, z wciąż rosnącym poparciem. Brak odgórnej kontroli i obawy przed partyjnym szefem pozwalają lokalnym radnym i aktywistom działać wyłącznie na rzecz swoich społeczności, bez oglądania się na partyjne układy i koterie.
To, co jest największą siłą lokalnych aktywistów stało się niestety także ich słabością. Choć mnogość stowarzyszeń i komitetów lokalnych skupionych na sprawach bieżących to przejaw świetnie funkcjonującego społeczeństwa obywatelskiego, partie bezwzględnie wykorzystały to na swoją korzyść. Tworząc w Warszawie centralistyczny system politycy partyjni zachowali realny wpływ na samorząd warszawski, skupiając całą władzę w rękach prezydenta i rady miasta, a odbierając ją dzielnicom. Ruchy lokalne, prężnie działające w dzielnicach, nie miały szansy na szczeblu ogólnomiejskim ze względu na brak koordynacji i wspólnych działań.
Zdecydowaliśmy się to zmienić i jako bezpartyjni radni, burmistrzowie i aktywiści postanowiliśmy połączyć siły, aby wspólnie zaproponować warszawiakom program skupiony na stolicy, a nie na partyjnych wojnach. Dołączając do ogólnopolskiego ruchu samorządowego BEZPARTYJNI chcemy odebrać Warszawę partiom i oddać ją jej mieszkańcom. Wszyscy jesteśmy zmęczeni wyniszczającą wojną polsko-polską, którą obserwujemy na każdym kroku. Dlatego chcemy zaproponować warszawiakom realny, pozytywny program dla stolicy. Mam nadzieję, że wszyscy bezpartyjni samorządowcy dołączą do naszego porozumienia i wspólnie udowodnimy, że samorząd należy do mieszkańców.
Antoni Pomianowski – Inicjatywa Mieszkańców Ursynowa
